Jasność

14 czerwca 2017 § Dodaj komentarz

Skondensowane życie, w tych snach, niedopałkach, wszystkich niedopitych butelkach, filiżankach, niedokończonych serialach, dymie rozrzedzonym przebudzeniem – lśniące oczy nocy; po tych ciemnościach, nocach rozpasanych, otóż teraz powinno być lepiej, jaśniej powinno się stać.

Co jednak, jeśli na jasność cierpię przewlekle?

ReneMaltetephotographie7

/zdjęcie – Rene Maltete/

Edward Hopper

31 Maj 2017 § Dodaj komentarz

Hopper to malarz wielkiej ciszy i niewypowiedzianej nostalgii
Justyna Stasiek-Harabin, niezlasztuka.net

Jesteś nieledwie cieniem, sylwetką, twój kok, twoje włosy, innym razem zaczesane w coś, co nazywają chyba końskim ogonem, tak jest, przyciągają mój wzrok, rozliczne tęsknoty, gęste niczym powietrze w przedostatni dzień maja, ale i w ostatni nic się nie rozrzedzi, tęsknoty, powietrze, na jedno w sumie wychodzi, znów nie wyjdzie na moje; twoja sylwetka przesuwa się w głębi dalekiego okna, w te najgłębsze wieczory, gdy ciemność zdaje się być wyczekiwana i ufam, że uśmiech kołysze się na twoich ustach.

Pan się podrapał po policzku, tak, odruch obronny, interpretuję to wszystko i wyciągam wnioski, mówi tamten, a przedtem palcem pan gładził ucho, znać, skrywa pan wszystkie kompleksy, maskuje; ależ, coś mnie tylko ugryzło, owad jakiś, myślę i chcę to powiedzieć, lecz niczego nie mówię. Jednak on patrzy i mówi dalej: słowa, słowa, potok – patrzy i mówi; trzeba wstać i odejść, wracam do okna.

Jeśli cisza, to i niewypowiedziana musi być ta nostalgia, lecz jakże ciężka, wyraźna, tak że jest, nie mam wątpliwości; można patrzeć, mówić nie trzeba, na tym to polega i chyba jeszcze na lęku, który wszak nigdy się nie skonkretyzuje, na niepokoju (dlaczego i co dalej – to pierwsze można wysnuć, drugie, jedynie wyśnić); i właśnie to drugie, wiszące w gąszczu nostalgii, w ciszy rozpostarte, to, co dalej, można by rzec: ta meta ta physika, otóż to właśnie mnie lękiem napawa i fascynuje zarazem.

Pani Justyno, Pani mnie to zabrała, to ja chciałem powiedzieć; znać, jestem poniewczasie.

Edward Hopper, Pokój w Nowym Jorku, 1932

Pan Piotr

24 Maj 2017 § Dodaj komentarz

Od dziecka nie opuściła mnie pewnego rodzaju wstydliwość i niepewność. Później się jeszcze pojawiła podejrzliwość, nieufność, i taka, powiedzmy, skłonność do bycia osobnym.

***

Wie pan, ja wybrałem samotność i osobność na własne życzenie. Źle czuję się w tłumie, we wrzawie, we wrzasku. W płytkiej wodzie słychać szum, chlapanie, wartkość strumienia. Natomiast jeśli chce się naprawdę pomyśleć, trzeba wypłynąć na głębię. Bo tam jest cisza i spokój. Nie mam specjalnych wymagań, oczekiwań, zresztą marzeń chyba już też nie.

***

– Zapytam inaczej. Jak to jest być Hamletem?
– A ch…j wie!

/z Piotrem Fronczewskim rozmawiał Grzegorz Wysocki, WP; fotografia – Krzysztof Kuczyk/

Toby

18 Maj 2017 § Dodaj komentarz

Toby, szczęśliwy pies.
Tymczasem maj, maj przekwita.

/zdjęcie – Jacques Henri Lartigue, 1923/

Do końca

26 kwietnia 2017 § Dodaj komentarz

Trochę za głęboko, kalek zabrakło, masek, z drugiej wszakże strony – co zrobić, że umyka poniedziałek, że środa – z drugiej wszakże strony na głębię zbyt płytko, za dobrze jestem uzbrojony. Poruszam różne aspekty, czasem łokciami trzeba to przepchnąć – patrz jej w oczy – i pomóc wybrać sukienkę: tę, tamtą, wróć do trzeciej, niech będzie i tak, niech będzie pastelowo, bez różnicy, na który dzień przypada, na który tydzień, byle wiosna, byle z nią, która to już, tętniące ulice, co mnie zawsze zadziwia, daj spokój z tą wiosną i patrz mi w oczy; pełznąca tęsknota.

Ulegam na różne sposoby, i w ten konkretny, acz noszący znamiona innych pojęć, figuratywnych, mimo wszystko, mimo że ty, na każdej ulicy, za rogiem, ulegam, tobie, jej, otóż wszędzie ta tęsknota, niczym cień, niczym zmierzch, który spływa na mnie, na ciebie, na nas, prześladuje nas tęsknota, otóż i to, otóż i człowiek: człowiek jako istota tęskniąca, oto i ja – myślę, więc tęsknię.

Dzień traci kontury, impet, dające się wyrazić cele, nieliczne samochody, tu, za oknem, i w oddali, odgłosy, to wszystko już nieistotne; roztańczone okna budynków, kiedyś, o, kiedyś to się budowało, powiedział – jedenasta przed południem, zaciemniona sala konferencyjna – powiedział inżynier Haruszak, lewa powieka drżała mu nieustannie (wyzwaniem byłoby nie dojrzeć), roztańczona jak te okna teraz, mrugające światłami, sąsiednie osiedle, ja na obrzeżach, już nie tam, ale i nie tutaj, gdziekolwiek, spóźnienie wpisane w DNA, szepcze mi w ucho Haruszak, drzwi się zamykają za J., powabna jak zwykle, mimo półcieni dostrzegam, jak zawsze spóźniona, możemy zaczynać, dzień traci siłę, teraz, do końca, bez celu.

Chłodny kwiecień

20 kwietnia 2017 § Dodaj komentarz

Chłodno trochę, ponad wszystko inne wyczuwam chłód i na nic nawet żółta kula, rozedrgana, mrugająca od wczesnych godzin, mruga i mrużę oczy z rzadka, wyjątkowy chłód jak na ten kwiecień, jak na porę nawet. Przetaczam się, staczam i ruszam, u progu, u zaranka, jak było u P., tego od dziewięciokrotnego espresso, znasz go, wiesz, chociaż dziś, chociaż teraz już nie tak dobrze u niego, u niego nieco gorzej, ale żyć przecież trzeba, co mu nieźle wychodzi, kelnerka jest zaskoczona naszym zamówieniem, studentka antropologii kulturowej, zdaje się, zda się, Zuza, ciebie się nie da przełknąć, przeczytać niepodobna, myślę, nie mówię.

Mówię za to co innego, nam też przecież niezgorzej, bywało tak, tak czy inaczej, lepiej, czy lepiej tego nie wiem, wszak niezgorzej, dłonie masz chłodne, gładkie, rozsyłasz spojrzenia, robisz dzień, dłonie masz chłodne jak dzień kwietniowy z białymi płatkami, w słońcu tym bardziej, jest przecież niezgorzej, bywało, że wejrzenia niczym koktajle, bywały niczym bankiety, poranne, na trawie tudzież w słońcu, zwilżone rosą policzki, coś dziś ze mną nie tak, ewidentnie, po stokroć, chłód czuję, odczuwam zanadto, to o ten chłód chodzi, tak.

I chodzi o coś jeszcze – ponadto, prócz chłodu – chodzi o więcej, tak myślę, myślę, że o czekanie chodzi, jak ongiś, jak teraz, o czekanie, bo, cóż począć, się czeka zazwyczaj, tęskni, acz na co, za czym, to często nie sposób przejrzeć, wejrzenie masz chłodne, chłodniejsze z każdą godziną, czekasz za czymś, w rytm kwietnia i tańczących białych kwiatów; czekając, na co czekasz?

/zdjęcie – Maurice Louis Branger, 1925, Paryż/

Amsterdam

4 kwietnia 2017 § Dodaj komentarz

Takie coś, chce się patrzeć i jak gdyby dwojako się chce, jeśli można to tak ująć; można, sam odpowiem.