Stratyfikuj!

2 października 2017 § Dodaj komentarz

No, może, w końcu; chyba śnisz.

Mimo wszystko nie dokazuj, uspokój się i mnie, wszystkie syderyczne wariacje nieba, z wczorajszym, jakże nocnym na czele; zapach tamtej zupy wciąż jeszcze nie dogasł – stratyfikuj, stratyfikuj! – oglądaj mnie i rozpisuj kolejne historie, choć przecież oboje wiemy, pragniemy, ciągnąc się, za uszy, w czasie, oboje znamy tamtą melodię, rozmierzwione poranki, ciemne, wszak ciemne ciemnością rozmytą i wyblakłą, jak jej, twoja skóra w rachitycznej poświacie, dobiegająca spod drzwi melodia, że pozwolę sobie to podkreślić, z pastelami wdzierającymi się oknami, bez rymów, ale za to ze spokojem, wszystkie – wystarczy jedna – melodie, nieba, ciężkie, lepkie partytury, otóż i uciekające możliwości, bo spojrzysz przecież, zwątpisz, prędzej czy później powiesz, że żal, że szkoda, gorzki smak niespełnienia, łzy trysną na pocieszenie, tyle mogę tobie obiecać, to pewne (zapytasz o perspektywę, o podmiot liryczny – stratyfikuj!), inaczej tego wyobrazić sobie nawet niepodobna, wiesz, ja wiem, doskonale, cóż za zgodność, doskonała wręcz, myślę, że tak właśnie byś powiedziała, odparłem, ulegając pokusie, jej, twój nieodparty urok, pamiętaj o warstwach, pokój, śniadanie, melodia, byle z dala od zgiełku, byle przy dźwiękach przerzucanych stronic, niespiesznie, to na tym w sumie polega, rzeki umykające, mapy nieukończone, zachodzące krainy błogości, kończ i stratyfikuj.

/zdjęcie – Pexels/

Reklamy

Ku słocie

5 września 2017 § Dodaj komentarz

I oto się staje, nadchodzi, znów na naszych oczach, na naszych sercach, zamkniętych, bo to operacja na zamkniętych sercach, moim, twoim, nastaje, znów się rozpycha i ściska. Znów gardło nie wytrzymuje, znów serce ulega, znów zaczęli palić liście; znów łakniesz, najdroższa, tego smutku, najckliwszego, tego smutku, którego się lękasz i pragniesz jednocześnie, taka ambiwalencja w najbardziej jednoznacznej postaci, znów się paradoks wkrada, znowuż poczęli liście palić, ku słocie to wszystko zmierza, ku listopadowi, otóż, tak, słowa się chylą ku listopadowi, już wkrótce, już niedługo, najdroższa, przyjdzie nam wtulić się w siebie, zniknąć w czeluściach błogosławionego listopada.

Niemniej, zaniechasz mnie? Formy ocaleją, skarlałe, pełne boleści, pogmatwane w niejednoznaczności: takie lub inne zakończenie, wybierz, wybieraj, otóż przedsionki, wąskie korytarze; prowadź mnie, dłoń, oto i ona, dłoń, ścieżka, ku słocie, nieprzejednana jesteś w swojej dobroci, nie zaniechasz?

/zdjęcie – Martin U Waltz/

Wariacja z nadzieją na opamiętanie

30 sierpnia 2017 § Dodaj komentarz

Deklaruję sam przed sobą, wszkaże bez wiary w skuteczność tejże deklaracji, że to już ostatni raz; ostatni raz ten temat, a właściwie temat jeden i temat drugi. Nie mogę się powstrzymać; jedyna nadzieja, że za tydzień już będzie po wszystkim.

Na podstawie słynnego obrazu Hoppera, wiadomo na jaką modłę – © Rinaldo Zoontjes.

A jeśli to już?

17 sierpnia 2017 § Dodaj komentarz

Kanikuła lub to, co się ostało, smutek zmierzchu, na zachód w sumie, już.

Z wolna zaczyna się to przeradzać w obsesję.

Edward Hopper, People in the Sun, 1960

Edward Lynch

19 lipca 2017 § Dodaj komentarz

Niesamowite.

Edward Hopper, Stacja benzynowa, 1940

Twin Peaks, epizod 8, sezon 3, 2017, reżyseria David Lynch

Zimno

11 lipca 2017 § 1 komentarz

Zapowiadałem się lepiej, bo w ogóle; teraz już wszystko w innych rękach, osobnych oczach, litaniach rzewnych i pacierzach.

Ja przyjdę, mówi ona, tamta, co do której nie było najmniejszych wątpliwości, jasna postać; zimno, chłodne lato nastało, drżąca dłoń, onieśmielona, sunie pośród niemych pytań: ku biodrom, ku słońcu, które ma nadejść.

Ja przyjdę, mówi, myśli skulone w słowa, słowa ubrane w myśli i tak będziemy milczeć najpełniej, najpiękniej; twarze skryte w dłoniach, policzki muskane żółtym słońcem lipca, który się rozpościera.

/zdjęcie – Jeanloup Sieff/

Powieki, podszepty

4 lipca 2017 § Dodaj komentarz

Powiedzieć, że istnieje, o czymś, czego nie ma, jest fałszem. Powiedzieć o tym, co jest, że jest, a o tym, czego nie ma, że go nie ma, jest prawdą.
Arystoteles, Metafizyka

Nie odpowiadam za swoje myśli, podszepty, takie stanowisko przyjmuję, wiedziony teorią, nadzieją, podszeptem zwiedziony; myśli mnie nie odpowiadają – echo, rzekłabyś, jeśli to dałoby się obronić – ja nie odpowiadam myślom i tak się zwodzimy, z korzyścią największą dla podszeptów, estetyczna różnica, pomyśl tylko; znów echo, tym razem obronisz.

Nieznajoma pozdrawia gestem, opuszczeniem powiek, to już rytuał nieledwie codzienny, nieznajoma zawsze w sukience, niechby i lało, a ona w sukience, dziś motyw kwiatowy, zieleń wgryziona w czerwień, a niebo nasiąka granatem, granatowieje, że tak to ujmę, nie miej mi za złe. Granatowo już w górze, jak tylko zdolny jestem to sobie wyobrazić, granatowo nade mną, a ja ulegam podszeptom, za które nie chciałbym odpowiadać: skoro pozdrawia (powieki, te powieki, niechby i lało!), skoro pozdrawia, to czy wciąż nieznajoma, czy na pewno?

/zdjęcie – Robert Doisneau/

Where Am I?

You are currently browsing the czasowości i czułości category at Kasprowicz.