Smalec i krewetki

23 czerwca 2017 § 1 komentarz

/Ode mnie: Mielcarza pamiętam z dawnych czasów, gdy występował na Golęcinie; dość niezgrabny piłkarz (prima facie), niemniej silny i skuteczny. Cóż, kolejny odcinek z serii „Piłkarz nie musi być idiotą”/.

Słuchając hymnu Ligi Mistrzów, myślałem o tym, skąd pochodzę. Widziałem bramkę, za którą służyły filary kościoła, żużlowe boiska, koszulki, które po zrzutce kupowaliśmy w spółdzielni wojskowej.

***

Chodziłem do szkoły w butach o dwa numery za dużych, bo akurat takie dostałem z darów kościelnych i byłem z nich dumny. Nikt się ze mnie nie śmiał, raczej wszyscy mi zazdrościli.

***

No i znalazłem w sobie odwagę, by się wstydzić.

***

Kiedyś podczas zamkniętego treningu na Das Antas na siatce oddzielającej trybuny od boiska wisiał kibic. Trzydzieści metrów nad ziemią, trzymał się tam w samych spodenkach i koszulce, a padał deszcz. Zaczęliśmy w niego celować piłką. Robson poprosił ochronę, by przyprowadziła tego chłopaka. Był trochę niedorozwinięty. Trener zapytał go, co robił. Odpowiedział, że jesteśmy jego idolami, że uwielbia drużynę i nie chce przegapić żadnego treningu. „A w piłkę grasz?” – zapytał Robson. Chłopak grał i to całkiem nieźle, o czym przekonaliśmy się następnego dnia, gdy na polecenie trenera dołączył do drużyny. Dostał kompletny strój i opaskę kapitana, wybierał składy razem z Baią. Po zajęciach Robson poprosił, by już więcej nie przychodził na zamknięte treningi, bo ci idioci – i wskazał na nas – zrobią wszystko, by go zrzucić z tej siatki.

To lekcja pokory do pieniędzy?

Tak. Kiedy chłopak opuścił trening, Robson powiedział: „Może macie to, czego on nie ma. Może jesteście bogaci, a on nie ma domu. Ale on ma coś, co jest dużo cenniejsze od tego, co macie wy. On ma miłość do klubu. Wy tylko samochody, sławę i luksusy. Jeżeli to zrozumiecie, to będziemy mistrzami, inaczej jesteśmy bez szans”. Milczeliśmy.

***

Chleb ze smalcem smakuje mi bardziej niż krewetki.

/Grzegorz Mielcarski w rozmowie z Michałem Kołodziejczykiem, Plus Minus; zdjęcie za wp.pl/

List, Ewa i upał

20 czerwca 2017 § Dodaj komentarz

Upał, donosi Ewa w liście, upał rozsadza miasto powiatowe, porozrzucani jesteśmy, niedomknięci, to wszystko jakoś rozsypane, upał u progu kanikuły, odnoszę wrażenie, że mała, błyszcząca kropla odrywa się z czoła Ewy, włosy, dziś ciasno ściągnięte, włosy błyszczą kasztanowo, upał, Ewa zdaje się podkreślać, upał i z każdym jego tchnieniem garść piasku dudni o wieko trumny chłodnego kwietnia, nieprzyjemnego maja, z każdym oddechem czerwca topnieję, nie mogę już patrzeć na te twarze na przystankach, zza szyb reklamowych wyzierające, ociekające zadowoleniem i majonezem, patrzą, jak jemy, patrzą, dokąd zmierzamy, wszędzie ten upał, chociaż to uwertura, letnie pielgrzymki, peregrynacje in spe, wkrótce, to już jutro, zdaje się, po kształcie liter zgaduję, że drży jej dłoń, ale nie mam ochoty więcej podkreślać, relacjonuje Ewa, oczu, ust, siebie, upał, spieszę tobie donieść, upał się leje i tylko w sercu chłód, nie myśl źle o mnie, nie myśl chłodno, całuję, Ewa, skoro zaś żyję, uda się to pozbierać, z objęć upału wynurza się nadzieja.

/zdjęcie – Nina Leen/

Jasność

14 czerwca 2017 § Dodaj komentarz

Skondensowane życie, w tych snach, niedopałkach, wszystkich niedopitych butelkach, filiżankach, niedokończonych serialach, dymie rozrzedzonym przebudzeniem – lśniące oczy nocy; po tych ciemnościach, nocach rozpasanych, otóż teraz powinno być lepiej, jaśniej powinno się stać.

Co jednak, jeśli na jasność cierpię przewlekle?

ReneMaltetephotographie7

/zdjęcie – Rene Maltete/

Edward Hopper

31 maja 2017 § Dodaj komentarz

Hopper to malarz wielkiej ciszy i niewypowiedzianej nostalgii
Justyna Stasiek-Harabin, niezlasztuka.net

Jesteś nieledwie cieniem, sylwetką, twój kok, twoje włosy, innym razem zaczesane w coś, co nazywają chyba końskim ogonem, tak jest, przyciągają mój wzrok, rozliczne tęsknoty, gęste niczym powietrze w przedostatni dzień maja, ale i w ostatni nic się nie rozrzedzi, tęsknoty, powietrze, na jedno w sumie wychodzi, znów nie wyjdzie na moje; twoja sylwetka przesuwa się w głębi dalekiego okna, w te najgłębsze wieczory, gdy ciemność zdaje się być wyczekiwana i ufam, że uśmiech kołysze się na twoich ustach.

Pan się podrapał po policzku, tak, odruch obronny, interpretuję to wszystko i wyciągam wnioski, mówi tamten, a przedtem palcem pan gładził ucho, znać, skrywa pan wszystkie kompleksy, maskuje; ależ, coś mnie tylko ugryzło, owad jakiś, myślę i chcę to powiedzieć, lecz niczego nie mówię. Jednak on patrzy i mówi dalej: słowa, słowa, potok – patrzy i mówi; trzeba wstać i odejść, wracam do okna.

Jeśli cisza, to i niewypowiedziana musi być ta nostalgia, lecz jakże ciężka, wyraźna, tak że jest, nie mam wątpliwości; można patrzeć, mówić nie trzeba, na tym to polega i chyba jeszcze na lęku, który wszak nigdy się nie skonkretyzuje, na niepokoju (dlaczego i co dalej – to pierwsze można wysnuć, drugie, jedynie wyśnić); i właśnie to drugie, wiszące w gąszczu nostalgii, w ciszy rozpostarte, to, co dalej, można by rzec: ta meta ta physika, otóż to właśnie mnie lękiem napawa i fascynuje zarazem.

Pani Justyno, Pani mnie to zabrała, to ja chciałem powiedzieć; znać, jestem poniewczasie.

Edward Hopper, Pokój w Nowym Jorku, 1932

Pan Piotr

24 maja 2017 § Dodaj komentarz

Od dziecka nie opuściła mnie pewnego rodzaju wstydliwość i niepewność. Później się jeszcze pojawiła podejrzliwość, nieufność, i taka, powiedzmy, skłonność do bycia osobnym.

***

Wie pan, ja wybrałem samotność i osobność na własne życzenie. Źle czuję się w tłumie, we wrzawie, we wrzasku. W płytkiej wodzie słychać szum, chlapanie, wartkość strumienia. Natomiast jeśli chce się naprawdę pomyśleć, trzeba wypłynąć na głębię. Bo tam jest cisza i spokój. Nie mam specjalnych wymagań, oczekiwań, zresztą marzeń chyba już też nie.

***

– Zapytam inaczej. Jak to jest być Hamletem?
– A ch…j wie!

/z Piotrem Fronczewskim rozmawiał Grzegorz Wysocki, WP; fotografia – Krzysztof Kuczyk/

Toby

18 maja 2017 § Dodaj komentarz

Toby, szczęśliwy pies.
Tymczasem maj, maj przekwita.

/zdjęcie – Jacques Henri Lartigue, 1923/

Do końca

26 kwietnia 2017 § Dodaj komentarz

Trochę za głęboko, kalek zabrakło, masek, z drugiej wszakże strony – co zrobić, że umyka poniedziałek, że środa – z drugiej wszakże strony na głębię zbyt płytko, za dobrze jestem uzbrojony. Poruszam różne aspekty, czasem łokciami trzeba to przepchnąć – patrz jej w oczy – i pomóc wybrać sukienkę: tę, tamtą, wróć do trzeciej, niech będzie i tak, niech będzie pastelowo, bez różnicy, na który dzień przypada, na który tydzień, byle wiosna, byle z nią, która to już, tętniące ulice, co mnie zawsze zadziwia, daj spokój z tą wiosną i patrz mi w oczy; pełznąca tęsknota.

Ulegam na różne sposoby, i w ten konkretny, acz noszący znamiona innych pojęć, figuratywnych, mimo wszystko, mimo że ty, na każdej ulicy, za rogiem, ulegam, tobie, jej, otóż wszędzie ta tęsknota, niczym cień, niczym zmierzch, który spływa na mnie, na ciebie, na nas, prześladuje nas tęsknota, otóż i to, otóż i człowiek: człowiek jako istota tęskniąca, oto i ja – myślę, więc tęsknię.

Dzień traci kontury, impet, dające się wyrazić cele, nieliczne samochody, tu, za oknem, i w oddali, odgłosy, to wszystko już nieistotne; roztańczone okna budynków, kiedyś, o, kiedyś to się budowało, powiedział – jedenasta przed południem, zaciemniona sala konferencyjna – powiedział inżynier Haruszak, lewa powieka drżała mu nieustannie (wyzwaniem byłoby nie dojrzeć), roztańczona jak te okna teraz, mrugające światłami, sąsiednie osiedle, ja na obrzeżach, już nie tam, ale i nie tutaj, gdziekolwiek, spóźnienie wpisane w DNA, szepcze mi w ucho Haruszak, drzwi się zamykają za J., powabna jak zwykle, mimo półcieni dostrzegam, jak zawsze spóźniona, możemy zaczynać, dzień traci siłę, teraz, do końca, bez celu.

Where Am I?

You are currently browsing the czasowości i czułości category at Kasprowicz.