Tydzień na tysiąc znaków (7)

12 listopada 2016 § Dodaj komentarz

Znaki się piszą, tydzień mija, spiesznie, niespiesznie, trudno ocenić, albowiem musiałbym się zdecydować, określić: przyjąć perspektywę.

Jedna już jest, jednak albo na szczęście: oddychaj pełna piersią, powiedziałem.

Co do znaków, tysiąca, więcej bądź niespełna, co do znaków, niech będzie i tak – nie jestem wyznawcą kultu siódemki, żadnej i żadnego, się pisze w ten sposób, Państwo wybaczą te skróty, albowiem, jako się rzekło: się pisze (który to już dwukropek, że retorycznie się zapytam, który, właśnie?).

I powrócę jeszcze do wątku ubiegłotygodniowego, w końcu to tydzień się pisze, psze Państwa; Jakubik Arkadiusz, znów, proszę nie mylić ze syndromem lodówki, jakimkolwiek, otóż Jakubik Arkadiusz się znudzić nie może, przejeść, tak gra, kapitalnie, na niuansach, odcieniach, i film cały fantastyczny, choć inspirowany zdarzeniami autentycznymi, chyba najlepszy z tych, które w tym roku niespiesznie, jak ten tysiąc znaków, które w tym roku niespiesznie mijającym widziałem, tak, tysiąc lub nie.

tydzien_7

Reklamy

Tydzień na tysiąc znaków (6)

4 listopada 2016 § Dodaj komentarz

Ostatni Plus Minus przynosi ciekawą rozmowę z aktorem (i wokalistą, przy innych okazjach) Jakubikiem Arkadiuszem; jako się rzekło, ciekawie mówi Jakubik i – uwaga! – mówi głównie o aktorstwie. Różnymi ścieżkami myśl moja kroczy, asocjacje rozmaite konfiguracje przybierają, tu jednak, snadź nie takie też były intencje indagowanego Jakubika, tu niemniej mnie z którejś szuflady pamięci wyskoczyła ta sentencja świętej pamięci Dejmka reżysera, mianowicie: dupa jest do srania, aktor jest do grania. No, przesada zapewne, choć warto tę ważką myśl przywołać, gdy kolejny celebryta bądź celebrytka (aktor serialowy, aktorka serialu, proszę ja was) weźmie się za diagnozę polityczną bądź zacznie uczyć, jak żyć (wskazówka, kurs, sukurs, dalej jest już tylko wróżbita Maciej, czy jak mu tam, panie, dali na imię w tej gazecie). A dla pana Arkadiusza rewerencja znaczna i nie tylko dlatego, że prawi zajmująco.

Mecze bez publiczności, że za inną beczkę i inne kalosze się zabiorę, otóż takie mecze to okrutne widowisko, acz ten ostatni, ze środy, paradoksalnie przejdzie do historii i nie o publiczność – jej brak w zasadzie – w tych annałach się głównie będzie rozchodzić.

a_jakubik

/zdjęcie: Bartek Syta/

Tęsknię za zupą szczawiową

3 listopada 2016 § Dodaj komentarz

Szukam jej; piszę trochę, wszystkie wystukane literki, zagubione, liczę każdy niewysłany list, wiesz, to raczej lata niźli miesiące. Szukam jej, czas stracony, niemrawo pulsuje monitor, znowu literki, setki wyszukiwań i algorytmów, mierzę to wszystko, szukam jej, tymczasem – zupa szczawiowa, otóż tak, zupa, można podawać z jajkiem.

Pamiętaj o świeżo zmielonym pieprzu, ale to na koniec, smukła dłoń, palce zaostrzone idealnie różowymi paznokciami, smukła dłoń unosi jajko – jajko między kciukiem a palcem wskazującym, tak chyba się go określa, ów palec – jajko pomiędzy różowymi paznokciami, zgrabny palec drugiej dłoni wskazuje, w jaki sposób je przekroić, te jajko, można dodać, rzecz jasna, odrobinę białego sera, wedle uznania, zdjęcie jest ostre.

Szukam jej i chciałbym ją znaleźć, kiedy pisze w czasie równoległym, kiedy, być może, ja śpię, przewracam się z boku na bok, czas równoległy, tak to wygląda i tak to najlepiej ująć, ja śpię, a ona pisze – nie o mnie, pośrednio jednak, kto wie, o mnie również, chociaż o nim przede wszystkim, o tym, jak tęskni tą nocną porą, jak wstrząsa nią dreszcz na myśl o opuszkach jego silnych palców sunących po jej aksamitnej piersi, dreszcz na wspomnienie jego mocnych dłoni na jej plecach, na karku, pełznących pod włos i ku rozkoszy, nocną porą jej tęsknoty i pragnienia wystukane, na monitor przelane, szukam. Zatem czas równoległy, na który zasłużyłem, ale tak, jak się zasługuje na karę, na udrękę, na potępienie i samotność, czas równoległy, gdzieś obok, może przetnie i mój czas, jeśli dorosnę, doczekam, zatem czas równoległy, którego szukam, nocną porą, ostre zdjęcia i myśli roztańczone, owszem.

Szukam, lecz ciągle ta zupa szczawiowa, bladozielona, pośród ostrego pieprzu, na ostrych zdjęciach, proponuję następującą formę podania, pisze ona, tamta, inna, jedna z moich ulubionych; ni słowa o tęsknocie, o silnych palcach, ni wzmianki o dreszczach na wspomnienie lędźwi tamtego, w czasie równoległym, sunącym – jak dłonie tamtego, innego – tej samej nocy.

Jeśli tęsknię, czytam, jeśli tęsknię, pisze ona, dłonie dziś wieńczy szkarłatna czerwień, to za wiosną, za botwinką.

claudealexandre_1981
/zdjęcie: Claude Alexandre, 1981/

Where Am I?

You are currently viewing the archives for Listopad, 2016 at Kasprowicz.