Drzwi kawiarni Bachus

23 września 2016 § Dodaj komentarz

Ilekroć przypomnę sobie Daszę, zawsze odczuwam może nie tyle zdumienie, co raczej pewien niepokój, zrazu niewyjaśniony, zrazu ledwie drgający na co czulszej strunie gdzieś tam w środku, raczej odzywa się zagniewane sumienie, że oto tak szybko, że oto łatwo tak zdołałem o niej zapomnieć.

Wszystkie pastelowe nieba, które pamiętam, wszystkie sukienki, wszystkie zapachy niosące wiosnę – bo wiosnę zawsze przynoszą kobiety – jesień obwieszczające i zimę, lato skapane w pastelach; drzemie we mnie to wszystko, uśpione i wszystko plus wszystko, na nic innego nie ma miejsca, chyba że moje, wszystkie nieba, pastele, zapachy, wszystkie pory roku, ich sukienki, każdej i wszystkich, rozmarzone, jedne mniej, inne więcej, one, pastelowe i Dasza, też przecież cała w pastelach.

A więc rozmarzona, chociaż nie tę jedną cechę mógłbym jej przypisać, widzę ją ciągle w drzwiach kawiarni Bachus, widzę ją jakby wczoraj, choć to był ostatni raz, ostatnie drzwi, ostatnia sylwetka i cień, który stał się końcem, swym zmierzchem i naszym również, choć ona – wyrzucam sobie tę łatwość, tę amnezję, pluję sobie w brodę – ona tego by nie powiedziała, nie odczuwałaby w ten sposób, nie współodczuwałaby, otóż, tak, niestety.

Twarz Daszy rozmarzona i te marzenia przelewały się na jej wiotką, piękną postać, paradygmatyczną sylwetkę, ciało wzorcowe, do dziś tak sądzę, o ile tylko sobie przypomnę, ją, Daszę, ciało i duszę, twarz, lekkie zmarszczki po zewnętrznej stronie oczu, skryte, ledwie się wychylające z kącików, twarz rozmarzona i zagadkowa, jak gdyby dysputa perypatetyków i spór fenomenologów pozostawiły tam swe jarzmo, niewątpliwe twarz piękna i rozmarzona, do dziś tak ją widzę, żałuję, że tak rzadko sobie przypominam, że zbyt mało pamiętam, twarz rozmarzona, Dasza.

Wszystkie kolory, pastele, bezpieczne przystanie, każda podróż trwa zbyt krótko, o ile jest ucieczką, błąkam się czasem w tamtych rejonach, żaglówki, żagle, kawiarnia Bachus brązowiejąca nadbrzeże, Dasza w drzwiach, pływałem tylko wówczas, gdym przypuszczał, że ona patrzy, acz czy patrzyła, nie wiem, tak mało pamiętam: cienie, zmierzch, pastele, ostatnie drzwi kawiarni Bachus.francesca-woodman/fot. Francesca Woodman/

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Drzwi kawiarni Bachus at Kasprowicz.

meta

%d blogerów lubi to: