Spokojna twarz Marty

26 Maj 2016 § Dodaj komentarz

O szybsze bicie serca przyprawiały mnie jej nieledwie niewinne, neutralne i naturalne zarazem gesty, gdy, dajmy na to, odgarniała włosy z twarzy, w rezultacie zaczesując je palcami za uszy, jakże miły obraz, w zamyśleniu zastygała na dłuższy moment (odmierzałem czas do chwili, gdy w końcu zaczynała na powrót mrugać, trzepotać rzęsami, a rzęsy miała piękne, podkreślone czy kiedy indziej wcale niepodkreślone stosownym tuszem, tak myślę, że to tuszem się czyni, bo był czas, że widywałem ją regularnie, w różnych sytuacjach, ale rzęsy miała zawsze piękne, w owym trzepocie najpiękniejsze), niekiedy marszczyła czoło, znak, że jakowaś zgryzota, frasunek albo zwykłe pytanie ją nachodziły, to znów pocierała skronie, szukając koncentracji i wreszcie, kiedy uśmiechy spływały na jej usta i całą twarz spokojną – bo właśnie tak było, że raczej się uśmiechała – twarz spokojna pomimo i dzięki uśmiechom – uśmiechała się bardziej niż śmiała, nawet w radości jej twarz była spokojna, bardzo lubiłem patrzeć na jej spokojną twarz, najwyższe ukontentowanie, spokojna i piękna twarz Marty.

tadeusz_r_2605

/zdjęcie – Tadeusz Rolke/

Reklamy

Maj w jej torebce

13 Maj 2016 § Dodaj komentarz

Maje wspominam, żółte, soczyste zazwyczaj (preludium lipca złotego); z reguły – dobrze. Jest cicho, jest jasno, dwudziesta pierwsza, trzynasty, o każdej porze odnajdę usprawiedliwienie, uzasadniał będę, że ty. Otóż, tak, ty, w maju objawiona, nadeszłaś, piąta rano, twoje kroki na betonowych schodach, jeszcze nie deszcze, jeszcze cisza, najzieleńsza, cisza maja rozkwitłego, czystego; wszystko mam w tej torebce, powiedziałaś. Jeszcze nie zdążyliśmy na dobre się utulić, śnić jeszcze nie dane nam było snów wspólnych i słodkich – jeszcze nie deszcze – jeszcze ze skórą się zapoznać, już słońce jęło się wdzierać przez stare okna, przez liche firany, wprost pod powieki i skórę łechtać poczęło, z którą nawzajem nie było okazji się zaznajomić, jeszcze, a już. Twoje kroki na betonowych stopniach, twoja miłość deszczem udaremniona, jakbyś ją w tej torebce chciała odszukać, a czas tak strasznie podziurawiony, choć maj; słońce dziurawi okna. Wszystkie parki i ogrody, aleje, zielone labirynty, miłość zagubiona, w parku, w torebce, wszystko w niej mam, powiedziałaś, mam słońce, maj, mam ciebie i klucze, nie sposób niczego odszukać, chociaż jest wszystko, czas tak piekielnie dziś podziurawiony, zimne, betonowe schody bez twoich kroków, ni echa nie znajdziesz, w ogrodzie tudzież w torebce.

unwerth17

/zdjęcie – Ellen von Unwerth/

Poeta

1 Maj 2016 § Dodaj komentarz

Maj zatem i się o to nie złoszczę; jasność idzie, nadchodzi, preludium kanikuły, być może. Być może światło. I poeta, któremu głos się należy; światłość.

Umykasz mi wciąż, godzino pusta,
raniąc me serce skrzydłami.
Sam: cóż uczynią moje usta
z mymi nocami i dniami?

Nie mam ukochanej ni schronienia w niebie,
sam, pod błękitu wstęgą.
Rzeczy wszelkie, którym ofiaruję siebie,
trwonią mnie swą potęgą.

/Rainer Maria Rilke, „Poeta”, przeł. Dariusz Guzik; zdjęcie – Brassai/

brassai80_3004

Where Am I?

You are currently viewing the archives for Maj, 2016 at Kasprowicz.