Historia seansu w kinie Pomniejszenie

15 kwietnia 2016 § Dodaj komentarz

Pogasły latarnie, przepalone wszystkie żarówki, znikąd światła; trzeba się ocknąć, przebudzić, tym razem blok reklamowy dość okrojony, och, gasną już światła, jeszcze szmery, szelesty, jeszcze pospieszne pocałunki pomiędzy ostatnią reklamą a pierwszym zwiastunem (premiera w czerwcu), nieco na lewo ode mnie, widzę, choć nie muszę poruszać głową, nieco na lewo po skosie on trzyma rękę na jej kolanie, krótka spódniczka w nieodgadnionym kolorze, proszę państwa, ta kopia jest legalna, powiedział znajomy głos lektora.

W tamtym kinie, dość mrocznym, podówczas niewielu ludzi na sali było, w tamtym kinie, dziś już nieistniejącym, być może zburzonym, dalibóg, nie pamiętam, lecz pamiętam tamten upalny lipiec, tamtą sobotę, w tamtym kinie nim światła powyłączali patrzyłem na nią, siedziała kilka rzędów niżej, właściwie, dwa, trzy góra rzędy niżej, powinienem był wspomnieć, że kino było małe, kameralne, Pomniejszenie się nazywało i nie na darmo tak się nazywało; nie pamiętam też tytułu filmu, choć powinienem, mimo tego że seans był tym, co powinienem pamiętać najmniej, tak mi się wydaje, och, wiele rzeczy mi się dziś wydaje, pamięć żyje jakby swoim życiem, jak gdyby nie we mnie miała źródło, jak gdyby na ramieniu się przysiadła, wolna, dumna, niechętna nakazom, zbuntowana, korsarz na morzu wspomnień, otóż tak. Patrzyłem, kręcąc głową – chociaż wiedziałem, że nie wypada (wtenczas tak wiele znów reklam nie poprzedzało seansu, być może w ogóle reklam nie dawali, nie pamiętam po raz kolejny, aż wstyd mnie chwyta) – wiercąc się na fotelu, pozorując przypadek, że tu coś mi upadło, tam coś zaciekawiło i pod łopatką swędzi: byleby tylko na nią, byleby tylko w nią, patrzeć, oczy przykleić, wessać się wzrokiem; musiałem się kręcić w fotelu, pozorować, aż w końcu światła pogasły i nastał mrok.

Jakżeż dłużył się ów seans, którego tytułu już dziś nie pomnę, choć myślę, że już w trakcie projekcji nie pamiętałem, ileż to trwało, dowodząc niezbicie subiektywności czasu (czas się nie gubi i poza nami nie istnieje, nie); dość powiedzieć, że niemal wybiegłem wraz z ostatnim napisem, po omacku, gdyż jeszcze nie zdążyli podkręcić świateł, wybiegłem pierwszy, tu o coś zawadzając, tam kogoś szturchając, wybiegłem wprost w złote słońce lipca, wprost w błękitne okno lipcowego popołudnia, wybiegłem i czekałem, lecz ona się nie wyłaniała z czeluści kina Pomniejszenie, chociaż wyłaniali się inni, ale nie ona, chociaż wróciłem i pytałem kasjerki, która też otwierała, zamykała drzwi sali kinowej, pytałem – można by rzec: z obłędem w oczach (to światło lipca nie było bez znaczenia) – ktoś jeszcze został w środku może?

Rozpłynęła się, zniknęła, może jej wcale nie było lub była zawsze; czas się nigdy nie gubi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Historia seansu w kinie Pomniejszenie at Kasprowicz.

meta

%d blogerów lubi to: