Lamenty dobiegają zza kurtyny

17 lutego 2016 § Dodaj komentarz

Cicho tak, cicho, tak, i głośniej nie będzie. Umiesz liczyć, nie potrafię, no, tak czy owak, licz na siebie; jak cicho, ale cisza się nie sumuje, nie podlega pod iloczyn i a rebours, cokolwiek to znaczy, niechby i we frazie przysłówkowej. Licz więc – być może się doliczysz, cicho, poza czasem jak gdyby, jak gdyby teraz mniej, mniej bosych stóp, szelestów, czas bezpowrotnie utracony, czas poszukiwany (kłaniam się, drogi panie Marcelu), lecz cóż to za poszukiwania, cóż to za podchody, no cóż – nic więcej, kurtyna, najpewniej jeszcze nie teraz, nie dziś, ale śmiać się już można, przez łzy, proszę się śmiać, bez urazy, w każdym razie innego rodzaju urazy, tak.

I jeszcze słyszę w tej ciszy, bo nie słyszeć niepodobna, jeszcze słyszę, że piszą elegię i epitafium, epitafium dla lat piętnastu, co najmniej, bose stopy, podłoga drewniana i sufit, szelesty i tym razem ostatni raz będzie naprawdę ostatni; kurtyna, oddech i milczenie.

/fot.Sławek Biegański, 1975/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Lamenty dobiegają zza kurtyny at Kasprowicz.

meta

%d blogerów lubi to: