Dekolt kształtuje świadomość

26 lutego 2016 § Dodaj komentarz

Różne historie wychodzą spod palców, klepie się, klepie i stuka, rozliczne się rodzą opowieści, na przykład o tobie (twój biedny dekolt), na przykład o mnie (biedny), takie historie, że tylko dla nas, no tak. Historia się składa z permanentnych niedomówień i ja się z nich składam, kształtują świadomość – a jakże – niedomówienia, że na przykład, kolejny już chyba, przypuszczam, ośmielony chwilowo, najpewniej, ten dekolt najpełniej posłuży, bo pełny przecież, nie będę przed estetyką rejterował, się składam na świadomość, jak znam ciebie, coś tutaj dorzucisz, reszty nie trzeba, powiesz, i nawet grosik ci będę dłużny. I wspomnisz w roku przestępnym, co ongiś się olimpiadą szczycił, i wspomnisz w poniedziałek – a liczba jego dwadzieścia i dziewięć – gdy rok ów po raz pierwszy i ostatni się zamelduje, wspomnisz te historie, tę, a może i tamtą, co to z klepania literek powstała i dłonią, i palcem smukłym ku dekoltowi (twój biedny dekolt) powiedziesz i się zamyślisz, pośród literek i cyfr (dwadzieścia i dziewięć), świadomość się kształtować będzie w najlepsze, otóż i życie, twoje, moje, bo innego nie mam i mieć nie będę, drugiego czy owakiego, jedno bowiem posiadam, tylko i aż, pomimo że dwadzieścia i dziewięć, tak.

bogdan_pan_bogdan

/zdjęcie – Bogdan Dziworski/

Reklamy

Serce

24 lutego 2016 § 2 Komentarze

Pękając, serce musiało zapłakać; wydało skowyt przeszywający powietrze, mknący poprzez jeszcze bujne drzewa, jeszcze tu i ówdzie zielone liście, lśniące zielenią spotęgowaną deszczem, liście ociekające obfitymi kroplami, błyszczące zielenią sprawiającą wrażenie świeższej, niż była naprawdę, natomiast tu i tam już liście brązowiejące, już pożółkłe i chyba ten skowyt bardziej, lepiej pasował do tej brązowiejącej żółci.
(…)
Cóż począć, że teraz to wspominam, tamten październik minionej jesieni, tamtą niedzielę, deszczową, która zapadła w pamięć, może i niedzielę niepozbawioną niedopowiedzeń, może i rysującą się tu nazbyt jaskrawo, tam zaś nieco niewyraźnie, jakby za mgłą, chociaż tamta niedziela mgłą się zaczęła, mgłą spowiła i już na zawsze, zapewne, we mgle niejakiej się będzie unosić. Cóż począć, skoro nie wiem do końca, a nawet, wyznam, nie wiem w ogóle, skąd dziś, teraz, ta niedziela do mnie przychodzi, dlaczego powraca.

serce_pp

/może i fragment czegoś większego, mam nadzieję; zdjęcie – Paweł Pierściński/

Lamenty dobiegają zza kurtyny

17 lutego 2016 § Dodaj komentarz

Cicho tak, cicho, tak, i głośniej nie będzie. Umiesz liczyć, nie potrafię, no, tak czy owak, licz na siebie; jak cicho, ale cisza się nie sumuje, nie podlega pod iloczyn i a rebours, cokolwiek to znaczy, niechby i we frazie przysłówkowej. Licz więc – być może się doliczysz, cicho, poza czasem jak gdyby, jak gdyby teraz mniej, mniej bosych stóp, szelestów, czas bezpowrotnie utracony, czas poszukiwany (kłaniam się, drogi panie Marcelu), lecz cóż to za poszukiwania, cóż to za podchody, no cóż – nic więcej, kurtyna, najpewniej jeszcze nie teraz, nie dziś, ale śmiać się już można, przez łzy, proszę się śmiać, bez urazy, w każdym razie innego rodzaju urazy, tak.

I jeszcze słyszę w tej ciszy, bo nie słyszeć niepodobna, jeszcze słyszę, że piszą elegię i epitafium, epitafium dla lat piętnastu, co najmniej, bose stopy, podłoga drewniana i sufit, szelesty i tym razem ostatni raz będzie naprawdę ostatni; kurtyna, oddech i milczenie.

/fot.Sławek Biegański, 1975/

Tak, duże S

11 lutego 2016 § Dodaj komentarz

Niebo płacze; pamiętam, będę.

friuli-giulianao-borghesan-italy-1952

/zdjęcie – Giuliano Borghesan, Friuli, 1952/

Marzec? Marzec

10 lutego 2016 § Dodaj komentarz

Powiedziałem: ostrożnie stawiaj stopy w tym śniegu; śniegi stopniały, sucho jest, pusto, odpowiedziała. Ostrożnie stawiaj stopy, nadal, nie zawsze będziesz przy mnie, w powietrzu czuć już marcowe dymy, marcowe migdały, miętę wczesnego marca; jest przecież tyle miejsc, których pragniesz, tyle miejsc, które pragniesz odwiedzić, beze mnie. I tak cię odnajdę, wyszeptałem, w chmurze patosu marca cię odnajdę, w sumie wszystkich wiatrów przedwiośnia wypatrzę.

Gdzie ten śnieg?

5 lutego 2016 § Dodaj komentarz

Bez otwartego przewodu nie opuścisz murów gimnazjum, powiedział przypadkowo napotkany na przystanku tramwajowym starzec; nawet nie ta prognoza stanowiła największe zaskoczenie i nie fakt, że starzec jako żywo przypominał homunkulusa – niemalże szok wywołała świadomość, że mógłbym policzyć wszystkie jego włosy, sterczące niczym druty w kłębku wełny. Odwróciłem się z niejakim niesmakiem; przeszyła mnie wilgotnym od łez spojrzeniem. No gdzie ten śnieg, zapytała, nie kryjąc pretensji, gdzie śnieg; wstrząsnęło mną wzruszenie.

***

Kwadrans przed szesnastą czerwone słońce, właściwie jego ostatnia kropla, przelewająca się ospale, jakby niechętnie, a może zwlekająca z premedytacją – ostatnia kropla słońca zniknęła gdzieś tam na horyzoncie; zaraz potem Niezbaniewice szarzały, a później już tylko ciemność.

Cyklamen siedział w skórzanym fotelu, rozpostarty niedbale; oczy miał półprzymknięte, ale nie spał: naciągnięta na szyi skóra, w miejscu, gdzie sterczy grdyka, raz po raz pulsowała; najwyraźniej Cyklamen był pijany. Ocknął się nieco; jakże piękna jesteś, Wiolu, powiedział, no, wyszeptał raczej. Wiola jakby w ogóle na ten komplement – w sumie to miał być chyba komplement – nie zwróciła uwagi; Horst i Czwarty znów się spóźniają, ale to do nich podobne, stwierdziła, cóż począć, wygląda na to, żeśmy sami na razie tutaj. Nagle odwróciła się w stronę okna, jej piękne duże oczy błysnęły, uśmiechnęła się; wszystkiego dobrego Państwu życzę, powiedziała głosem słodkim niczym kompot z truskawek.

bogdan_l

/zdjęcie – Bogdan Łopieński, Zaloty na ławce, 1959/

Miejsca, listy z pamięci

1 lutego 2016 § Dodaj komentarz

Jest pewien problem z czasem; odwieczny, słyszę, jak mówisz, dopowiadasz właściwie, uśmiechasz się przy tym, ten uśmiech wiele znaczy, ten uśmiech sporo wynagradza, rekompensuje, rzekłbym, otóż tak uzupełniając konstatację dyskretnie się uśmiechasz, to jest półuśmiech, półuśmiech w pół słowa, w pół zdania, o tak. Niech no przymknę oczy, nawet nie to, że twój półuśmiech mnie zawstydza, nawet nie to; przymknąwszy oczy – nie gniewaj się, to pretekst jedynie – dostrzegam, że jest problem także z miejscami, zatem – z przestrzenią, problem też przecież dojrzały, zupełnie jak nie ja, tak więc problem z czasem plus kwestia miejsca, przestrzeni. W tym wszystkim, dobrze się domyślasz, pięknie się domyślasz, w tym wszystkim prym wiedzie sentyment, dominuje nostalgia, smutek i nostalgia; miejsce powiązane z czasem, w konkretnym czasie, w mojej pamięci, gdzie główną rolę ty grasz, pierwsze skrzypce i wszystko inne, pozostałe, nietymczasowe, och, oboje już widzimy, już, już tam na horyzoncie, a teraz bliżej, całkiem blisko, oboje się zgadzamy – są miejsca sentymentalne.

Tamte tory, czerwiec na karuzeli, tamte tory i dzikie przejście, ogródki działkowe (jakiegoś imienia, pod jakimś wezwaniem, teraz już tylko buldożery, teraz już tylko zgliszcza), czwarte liceum, numer cztery (sześć, siedem i zapewne jeden), podstawówka opodal, tu już dwie cyfry, tak, i betonowe boisko, cmentarz w listopadzie, dworce i perony (uszkodzony tropik w namiocie i tropik na Mazurach, pamiętna kanikuła), brzmi litania, wybrzmiewa, tam, pamiętasz, tam gdzie pierwszy raz usta spotkałem, mówiłem ci kiedyś, mroźny poranek, różowe policzki, można dojechać składakiem, zarośnięte bunkry, opuszczona strzelnica, we wrześniu na kasztany, tupot bosych stóp na nabrzmiałym wilgocią pomoście, wszystkie lipce i sierpnie, chleb z masłem i jabłka, a teraz, mógłbym tak się rozpędzić, z moją pamięcią, z twoim imieniem na ustach, a teraz ostatnie słowo, a teraz – kropka.

pawel_p_010216

/fotografia: Paweł Pierściński/

Where Am I?

You are currently viewing the archives for Luty, 2016 at Kasprowicz.