Delfiny, sny i pierwiastki

27 listopada 2015 § Dodaj komentarz

Wiola relacjonowała swój sen o delfinach, który tlił się w niej jeszcze; siedzieliśmy w kuchni i pachniało kawą. Akurat obrazowała scenę, gdy otoczona przez stado dryfowała w kierunku jakiejś wyspy i dostrzegła, że jeden z delfinów zmierza ku niej, w pysku trzymając czerwoną różę; a więc delfin płynął do Wioli, najwyraźniej z zamiarem wręczenia jej róży, kiedy dość niespodziewanie odezwał się Cyklamen, z pozoru bez związku z delfinami i snem Wioli:
– Jeżeli chcemy mówić o życiu intensywnym, gęstym, to musi być ono wypełnione relacjami i oddziaływaniami: relacjami pomiędzy kobietą a mężczyzną, mężczyzną a kobietą; oddziaływaniami pierwiastka żeńskiego na męski i odwrotnie. Życie pełne doznań i uniesień, emocji, bólu oraz wątpliwości musi stanowić nieustanne odniesienie do tych relacji, musi być interpretacją ducha, słowa i ciała; to się musi zapętlać i unosić, powietrze powinno być ciężkie od tej hermeneutyki, a nie jest to możliwe bez codziennego ścierania się płci, ich istoty i zróżnicowania.

asenata_sz

/praca wykorzystana jako ilustracja: Asenata Szczesny/

Reklamy

Kumulacja, zmierzch listopada

24 listopada 2015 § Dodaj komentarz

To się kumuluje we mnie, wszystkie złe rzeczy, zjawiska, dzień cały; wszystkie niedobre widoki i grzeszne słowa, skradzione spojrzenia i niezaspokojone żądze. Faluje to i się unosi, nagromadzone wiadomości, nadmiar spraw błahych i niegodnych, wzbiera to wszystko, będę panu grosik winna, zaprzepaszczone pocałunki i brak czasu na dotyk; och, zaledwie jedenaście minut spóźnienia. Nawarstwia się całość, szum miasta, poranne wrzaski za oknem, przeklęte ptaki, po szóstym sygnale włącza się poczta; w ciszy wczesnego popołudnia szum wody grzmi niczym wodospad, o czternastej senność wyciąga ku mnie szpony, a niech to, wystarczy.

Mam jeszcze powietrze; wieczór, wyjdę na zewnątrz pooddychać schyłkiem listopada.

Kotlet

23 listopada 2015 § Dodaj komentarz

Jeszcze, jeśli wolno, odgrzeję kotleta; piszą:

Pani Klaudia – recenzja;

Pani Ewelina – recenzja;

Pani Małgorzata: recenzja.

Niejakie podsumowania są też i tutaj: Lubimy czytać.

Muszle Pessoi

18 listopada 2015 § Dodaj komentarz

Pamiętam – kiedym po raz pierwszy przeczytał pewien fragment z Pessoi, ten o dziecku, ściskającym najpiękniejsze muszle w garści i potem o płaczu tego dziecka, gdy te muszle zaginą albo zostaną mu odebrane, o przyrównaniu dziecka do Boga, któremu zabrano stworzony dopiero Wszechświat; a więc pamiętam, to był czerwiec, sama końcówka czerwca, a więc przeczytałem i wówczas, w to niespieszne czerwcowe rozgrzane popołudnie nastała w pokoju cisza, chociaż za oknem huk miasta; chociaż panował upał, słońce oblewało czarne, cieknące dachy kamienic naprzeciwko, to na karku poczułem jakby lodowate imadło, coś w gardle jęło uwierać, a oczy naszły mi wilgocią. I myślę teraz, że to dziecko drzemie we mnie, w tobie, we wszystkich nas drzemią dzieci; często płaczemy, te muszle, te najpiękniejsze muszle, no cóż, regularnie nam je zabierają, czasem jednak je odzyskujemy, a wtedy znów zaciskamy pięści i znów ściskamy muszle, najpiękniejsze muszle świata tego i wszystkich innych, jeśli są; zatem dzierżymy muszle, a oczy wędrują ku niebu.

I to dziecko się odzywa: a gdyby się tak spotkać raz jeszcze, wcześniej, gdyby znowu pić wino, twoja szminka zamiast korkociągu, i rozmawiać, a gdyby znowu nocne morza i niebo nocne i upał w tramwaju, pusta knajpa i jeszcze, wiesz.

Gdyby – najgorsze słowo świata tego i wszystkich innych, jeśli są; usunąć je z języka, wyrugować, jednak to już nie dziecko suplikuje.

Sto czterdzieści siedem kanałów

10 listopada 2015 § Dodaj komentarz

To niewątpliwie słuszny zarzut: faktycznie, zbyt późno się odzywam.

W sumie, zastanawiam się, nasza rozmowa mogłaby trwać od miesiąca. Pytałbym, być może, o coś wykraczającego poza codzienność, kto wie – może nawet poza doczesność. I ty opowiedziałabyś coś więcej; na pewno nie poprzestałabyś na zwyczajowej relacji z tramwaju, na rytualnych raportach z biura, kto wie.

Nasza rozmowa mogłaby trwać od miesiąca co najmniej. Tymczasem ona od miesiąca nie trwa właśnie; nie było na nią – dla niej – miejsca.

Skądinąd jednak to budujące, z każdym dniem bardziej: wciąż mamy telewizor. Sto czterdzieści siedem kanałów wzmacniających więzi, sączących emocje, podgrzewających atmosferę.

Masz wyjątkowo niebieskie oczy, powiedziałem; bije z nich szklany blask telewizora.

Na dzień dobry

6 listopada 2015 § Dodaj komentarz

Zrób mi jakiś dzień dobry, powiedziała; zauważam, tak, co nieco, gdzieniegdzie. W zasadzie – tydzień z głowy, tydzień gęsty, pełny, w zasadzie – tak, choć niezupełnie; rozpościeram ramiona, staram się całość przytulić, objąć; w zasadzie – tak, chociaż serce drży na widok paradoksów.

I już. Pozwól, że powiem dwa słowa, choćby, że dzień dobry, a reszta jest w ciszy, co się po płatku ucha ślizga, przemyka, nie zaciska.

greece

/zdjęcie: Herbert List, 1937/

W listach, w różnicy

5 listopada 2015 § Dodaj komentarz

Spośród zakorkowanych ulic, z początków zmroku, z mgły i deszczu, z dna nieznanego oceanu, w formie epistolarnych uszczypnięć wyłania się rdzeń, twarda różnica. I toczy się walka, o sny i poduszkę, o obraz świata, oddechy i szepty, mistyczne zachłyśnięcia, tak, bitwa o szepty, szeptem, drobnym pismem wytoczone działa, drgające różnice, w oddechach, pojęciu i obrazie; bez tej różnicy, najdroższa, nie istniejemy, a raczej – ty istniejesz, ja jestem, ale nas nie ma, bez tej różnicy, różnic, pamiętaj, ostatnie litery, kropka, oddech na dobranoc i na dzień, wstający we mgle, mleko za oknem, świat się z mgły z wolna wyłania, z tej wilgoci, usta na dzień i na dobranoc, szepty, koperta, usta rozwarte, pamiętaj o różnicy, w różnicy istota.

Where Am I?

You are currently viewing the archives for Listopad, 2015 at Kasprowicz.