We wrześniu, w ramionach

25 września 2015 § Dodaj komentarz

Ale najpierw, ona myśli, najsampierw poranek, zatopić się w nim; tuż za progiem dywan żółtych liści, gdzieniegdzie czerwone, zatopić się, wolno płynie i tylko chrzęst deptanych, suchych liści, dalej, wprost w zmierzch września, w inaugurację jesieni, naturalnie bez tych dywanów to nie to samo, myśli ona, nie to samo, zupełnie, nie. I dalej, w blaski poranne, słoneczne, na twarz spływają, głaszczą, migoczą setki, gdzie tam, tysiące refleksów, muskają i wiatr jest przyjemnie szary, dobrze. Dobrze, że wrzesień taki złoty i soczysty, niedobrze, myśli, zmierzch ociera się o przemijanie, właściwie je funduje, dobrze, że choć ten wiatr jest czysty, przyjemnie suchy jak liście niemal i nieustannie słońce, jakby dla niej płynie, wciąż wyżej w rytm poranka się wznosi, dla niej płynie, myśli i myśli też dryfują, o tak, we wrześniu, kiedy schyłek i teraz wprost w ramiona twe.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading We wrześniu, w ramionach at Kasprowicz.

meta

%d blogerów lubi to: