Marta, niedziela, Żółw

17 września 2015 § Dodaj komentarz

Latem, a właściwie lato głównie pamiętam, latem chodziliśmy z Horstem i innymi chłopakami na Bałkańską, do cukierni „U Żółwia”; za kontuarem stała tam Czarna Marta, zawsze w przecudnej białej sukience, jakby to nie cukiernia była, a, nie przymierzając, dom mody. Bywało, że po kilkanaście razy dziennie stawaliśmy w kolejce, a te ustawiały się popołudniami często, a zwłaszcza w niedziele; nawet nie posiadając już funduszy na lody, za ostatnie grosze prosiliśmy o wafelki; te zainstalowane były w dziwnej rurze, nabite jeden w drugi – ilekroć Czarna Marta miała wyciągnąć wafelka, a wyciągało się zawsze od dołu, nachylała się tak, że – chcąc nie chcąc, choć naturalnie bardziej chcąc – wzrok nasz padał na jej dekolt, na mocno ściśnięte piersi z tą boską charakterystyczną wąską szczeliną pomiędzy nimi, nasze oczy płonęły; to była najpiękniejsza kobieta mojego dzieciństwa.

Wczoraj, w piekielnym skwarze, dotarłem na Bałkańską; nie ma już cukierni „U Żółwia”.

monica-bellucci-ellen-von-unwerth07

/fot.Ellen von Unwerth/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Marta, niedziela, Żółw at Kasprowicz.

meta

%d blogerów lubi to: