Dworce i perony

30 września 2015 § Dodaj komentarz

Teraz idę i wiesz dobrze, że tak to nie działa; wrócę i będę wracał. W głąb siebie, przez okno, na te dworce i nieistniejące perony, wrócę.

saudek1974

/zdjęcie: Jan Saudek, 1974/

We wrześniu, w ramionach

25 września 2015 § Dodaj komentarz

Ale najpierw, ona myśli, najsampierw poranek, zatopić się w nim; tuż za progiem dywan żółtych liści, gdzieniegdzie czerwone, zatopić się, wolno płynie i tylko chrzęst deptanych, suchych liści, dalej, wprost w zmierzch września, w inaugurację jesieni, naturalnie bez tych dywanów to nie to samo, myśli ona, nie to samo, zupełnie, nie. I dalej, w blaski poranne, słoneczne, na twarz spływają, głaszczą, migoczą setki, gdzie tam, tysiące refleksów, muskają i wiatr jest przyjemnie szary, dobrze. Dobrze, że wrzesień taki złoty i soczysty, niedobrze, myśli, zmierzch ociera się o przemijanie, właściwie je funduje, dobrze, że choć ten wiatr jest czysty, przyjemnie suchy jak liście niemal i nieustannie słońce, jakby dla niej płynie, wciąż wyżej w rytm poranka się wznosi, dla niej płynie, myśli i myśli też dryfują, o tak, we wrześniu, kiedy schyłek i teraz wprost w ramiona twe.

Wołam

23 września 2015 § Dodaj komentarz

Każda rozpacz niesie ze sobą wołanie.

Najpierw tęskniłem za marcepanami z cukierni u Żółwia, za wesołym miasteczkiem, które cyklicznie, rok w rok, nawiedzało Niezbaniewice (do dziś mam przed oczami upstrzony czerwonymi światełkami diabelski młyn, który najpiękniej było widać późnym letnim wieczorem, z oddali, gdyśmy stali najczęściej aż pod lasem), za skąpanym w deszczu Nieborzem – obraz szerokiej, piaszczystej plaży i smak drobinek soli na wargach pielęgnowałem w sobie z lubością; potem tęskniłem za nią, kiedy odeszła i poprzez tę tęsknotę odchodziła jakby codziennie, nigdy nie wracając; tęsknota jest obecna nieustannie, towarzyszy życiu, niczym kilwater statkom.

Wydaje się, że każda rozpacz zawiera w sobie ładunek tęsknoty.

Bo tak

18 września 2015 § 5 komentarzy

Bo piątek, bo tak.

bo_piatek_ww

/zdjęcie: zbiory Muzeum Tatrzańskiego/Wydawnictwo Tatrzańskiego Parku Narodowego, Władysław Werner/

Marta, niedziela, Żółw

17 września 2015 § Dodaj komentarz

Latem, a właściwie lato głównie pamiętam, latem chodziliśmy z Horstem i innymi chłopakami na Bałkańską, do cukierni „U Żółwia”; za kontuarem stała tam Czarna Marta, zawsze w przecudnej białej sukience, jakby to nie cukiernia była, a, nie przymierzając, dom mody. Bywało, że po kilkanaście razy dziennie stawaliśmy w kolejce, a te ustawiały się popołudniami często, a zwłaszcza w niedziele; nawet nie posiadając już funduszy na lody, za ostatnie grosze prosiliśmy o wafelki; te zainstalowane były w dziwnej rurze, nabite jeden w drugi – ilekroć Czarna Marta miała wyciągnąć wafelka, a wyciągało się zawsze od dołu, nachylała się tak, że – chcąc nie chcąc, choć naturalnie bardziej chcąc – wzrok nasz padał na jej dekolt, na mocno ściśnięte piersi z tą boską charakterystyczną wąską szczeliną pomiędzy nimi, nasze oczy płonęły; to była najpiękniejsza kobieta mojego dzieciństwa.

Wczoraj, w piekielnym skwarze, dotarłem na Bałkańską; nie ma już cukierni „U Żółwia”.

monica-bellucci-ellen-von-unwerth07

/fot.Ellen von Unwerth/

Pomarańcze

4 września 2015 § Dodaj komentarz

No, nie pamiętasz, wiem i nie mam pretensji, może tylko do siebie, nie pamiętasz tamtej podróży, osiem godzin na korytarzu w pociągu, udo w udo, biodro o biodro, u mnie teraz różnie, w kratkę, sporo obecnie pada, nie pamiętasz, miałaś na sobie jedynie tę koszulę w kratkę, na plaży, w sumie to chyba lepiej, bezpieczniej, tak nie pamiętać, pomarańczowe bikini, pomarańcze nabijane goździkami, na peronie, nie wiedzieć czemu, z głośników sączył się zapomniany głos Marie Fredriksson, więdnę jak kwiat, wolałbym nie pamiętać, ulice zalane słońcem, potem deszcz i drewniane schody, kręte, jakże parny był lipiec, na zakręcie pamięci, plastik stolików, krzesełek, piwo z pianą na dwa palce, pomarańczowy parasol, pokój na poddaszu, lipiec, upalny wieczór, lipiec wlewał się przez małe okno, wcześniej padało, ale skwar nie malał, podświetlony dzwon kościoła naprzeciw, pomarańczowe refleksy, spałaś bardzo spokojnie.

Where Am I?

You are currently viewing the archives for Wrzesień, 2015 at Kasprowicz.