Samba o zmierzchu

27 sierpnia 2015 § Dodaj komentarz

Niebo czerwone, nabrzmiałe, jakby spłonąć miało całe miasto, serce kołacze, jakby się chciało wyrwać, myślę, że też czerwone; szósta trzydzieści, pierwsze papierosy na balkonie, szósta trzydzieści, ostatnie papierosy, dłużej nie możemy czekać, jeszcze chwileczkę, jeszcze proszę o moment zwłoki, za chwilę będzie wolne, kwiaty już więdną, tamto krzesło puste, tylko jeden kieliszek pełny, minął czas, proszę pana, tu mamy chętnych na to miejsce, paralela, ten drugi, oczywiście – pierwszy, teraz idą razem gdzieś równolegle, „Samba Pa Ti”, pański czas minął, cały parkiet dla niego, dla was, nawet nie słychać zamykanych drzwi, tamten obejmuje ją wpół, ciepło bioder, pamiętam, rzecz jasna, za drzwiami ulica, szum, miasto, niebo czerwone, zwiastun wiatru, który jutro będzie rozwiewać jej włosy, topię się w zmierzchu, zgarbiony, niknę.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Samba o zmierzchu at Kasprowicz.

meta

%d blogerów lubi to: