Parasol

30 czerwca 2015 § Dodaj komentarz

To, bo to właśnie, oto; otóż fiolety na firmamencie, rankiem, u schyłku czerwca i jeszcze kilka zarysowanych obietnic, w niespiesznym dżdżu, bo właściwie dlaczego nie, bo tak.

ch_jac

/zdjęcie: Christophe Jacrot/

Na 2:0

25 czerwca 2015 § Dodaj komentarz

Być może to wszystko jest tylko na chwilę; dobry smutek i cała reszta. Być może to tylko początek (w takim razie trzeba dobrze rozpocząć). Być może będę żałował, na pewno często odwracał się, powracał; będę wracał i nie wyrzeknę się.

***

Światło jest ważne, pomyślałem mniej więcej pomiędzy południem, szóstą kawą a ukłonem w kierunku Ewy, którą dostrzegłem po drugiej stronie ulicy; gdy wróciłem wreszcie, Enrique Toquero Revuelta strzelił właśnie na dwa zero.

***

Soboty jak archipelagi, pastelowe, pełne złudzeń; wiszą nad nami miraże w kolorach różu i mięty, jeśli pytasz, to ta mięta, tak, opowiadam się po stronie miłości.

bruce_weber13

/zdjęcie: Bruce Weber/

Kropla mleka

23 czerwca 2015 § Dodaj komentarz

Zagubiona kropla mleka w kąciku jej ust; nierozsmarowana strużka balsamu na gładkim udzie, teraz najgładszym, ślady porannych ablucji, choć przecież wszystko jest jeszcze poranne, lśni asfalt, nieliczne poświaty i jakby imperatyw. To ważne, zwłaszcza w kontekście poranków bez kolorów i wieczorów, gdy niebo bywa dość brudne, trochę bursztynowe, ledwie unosi słaniające się słońce, potem era księżyca, chociaż czy to nie wszystko jedno, zastanawiam się, bo my już raczej ku końcowi, kiedyś byliśmy na ty, teraz na niby i chyba rzeczywiście ku końcowi, ale jeszcze lipiec, rysuje się lipiec, miesiąc co nas, mnie, miesiąc, który mnie ocali, och, tak się stać może, niesie mnie nadzieja, lecz nic pewnego w tym lipcu, no chyba że złoty; być może, zresztą, to faktycznie wszystko jedno, jeszcze niedawno mówiła: polegaj na interpunkcji, to przecież niczym muzyka, ale to jutro, mówiła, bo teraz najbardziej się chcę położyć i się kładła, ja obok, to dobrze i też trochę jak muzyka, ten moment, symultaniczność, można powiedzieć, co niniejszym piszę, wystukuję. Zatem ta kropla mleka, strużka jakby zastygła, miękkie ruchy dłoni, zatem to ważne.

pavel_t

/zdjęcie: Pavel Tereshkovets/

Dworzec, na końcu świata

16 czerwca 2015 § Dodaj komentarz

Dworce, powiedział Cyklamen, wszystkie dworce świata. Każdy z osobna i wszystkie razem – dworce budzą we mnie rozedrgane uczucie straty. Ale że co, Horst wyraził to, cośmy wszyscy pomyśleli. Piętnaście, nie – szesnaście lat temu, pozwólcie, że posłużę się przykładem, mówił Cyklamen, na dworcu straciłem wzgardę względem kiczu, jak ręką odjął pierzchło gdzieś głęboko skryte lecz wyraźne, w sercu i trzewiach, najgłębiej skryte być może, w duszy, moje poczucie wyższości, całe moje wychowanie w kulcie oryginalności, kulcie pogardy dla rzekomego banału i powtarzalności wzięło w łeb, otóż tak, moi mentorzy, koryfeusze z pierwszych stron gazet, jęli się w grobach przewracać, z ambon spadać, gdym szesnaście lat temu stanął na peronie, kiedym patrzył na jej twarz przyciśniętą do szyby, gdym wreszcie spojrzał w jej smutne a piękne oczy i gdym ujrzał jej rękę, machającą mi na pożegnanie; bezgranicznie zacząłem epatować żalem i smutkiem, tak, ogarnęło mnie wzruszenie, którym dotąd pogardzał, tak, oczy zaszły mi mgłą i łzami, nie ma we mnie wstydu.

Bardzo długo patrzyliśmy na siebie na tym dworcu, na tym peronie na peryferiach, na krańcu świata.

Grzywka

15 czerwca 2015 § Dodaj komentarz

W wielu miejscach jest spokój, we mnie. Te wieczory na rozgrzanych płytach, pośród cierpkich smaków, pośród nienazwanych roślin, słońce zachodzi dosyć wolno, dlatego te widoki tak bardzo nienazwane. Jak nienazwane życia i śmierć, śmierć już lub jeszcze za życia zapomniana. Ale to przecież czerwiec, więc nie płacz, odgarnij włosy z policzków, odgarnij, przepędź niepokój; w twojej nierówno ściętej grzywce znajduję harmonię.

W górę, słyszę, w górę i istotnie, w górze setki dłoni, lecz nie nasze, nie twoje, to nawet zabawne, zabawne, choć nade wszystko dobre, to dobrze, że my nie pośród i nie w górze, że nie musimy i nas nie muszą nazywać; zatem te widoki, czerwone słońce, roztopione nienazwane widoki, resztki płomieni i pewność: że teraz już nic pomiędzy, że teraz już wszystko, odgarnij włosy z policzka, nierówna grzywka.

I wcale nie musi być tak, że rytm, wystarczy ta grzywka, że twoja.

Zimą Dorota, w czerwcu

11 czerwca 2015 § Dodaj komentarz

zimowe szare przedpołudnie przed dziecięciu laty
w brudnym i zimnym autobusie miejskiej komunikacji
ciemnoskóry student medycyny wygodnie rozpostarty
na siedzeniu nieczystym i szarym jak tamta zima

sędziwa dama o siwych włosach wyskakujących spod czapki
oczach żywych bardzo, świdrujących, wręcz kategorycznych
bardzo piękny chłopiec, soczysty taki i gładki powiedziała
szkoda że zima brudna, tak pięknie by lśnił ten chłopiec

dama w czapce z ciepłej wełny siedziała naprzeciwko
powiedziała to bardzo głośno, autobus wypchany szczelnie
zwrócił wszystkie oczy ku niej oraz ku studentowi także
byli w centrum uwagi w środku tej zimy i wewnątrz autobusu

tej szarej i brudnej jesieni w ostatnich przynajmniej dniach
przypominam sobie tę historię, w radio akurat smęci pan Żądło
jechałem nocnym tramwajem, który kursuje tylko dwa razy w roku
po sześciu latach brudnych i zimnych ujrzałem Dorotę – lśniła

Frank, jeszcze raz

1 czerwca 2015 § Dodaj komentarz

Frank Horvat się przypomina; bo tak, uzasadnienie w miejsce domniemanej odpowiedzi.

frank_00

/zdjęcie: Frank Horvat, 1958/

Where Am I?

You are currently viewing the archives for Czerwiec, 2015 at Kasprowicz.