J., tragedie

13 kwietnia 2015 § Dodaj komentarz

O siódmej rano przemierzam osiedle w kwietniu; chodniki, asfaltowe ścieżki, pod którymi pulsują wybijające się korzenie starych drzew, a także boiska, wylane jeszcze w poprzednich dekadach, wszystko to, wszystko to znaczone szarością niby-betonu pokryte jest różowymi słońcami, barwnymi kwiatami, ciepłą warstwą kredy, reminiscencjami po słonecznych popołudniach. Teraz, o siódmej rano w kwietniu, teraz pachnie deszczem.

Wciąż widzę Janka, jest kres stycznia któregoś roku minionego – och, wzdycham na marginesie, te lata, ten stale rosnący zbiór. Widzę Janka, kroczy pośród roztopów, brudne resztki śniegu, ścieżka jest wąska; Janek idzie, po bokach śnieg, Janek idzie, w ręku dzierży pordzewiały klucz, wiatr targa krawatem w futbolówki, pod szyją krawat w piłki. Najsampierw, Janku, rozpocznij, coś szepcze, jednak Janek jakoś tak bardziej ku końcowi, ten klucz w sumie nie pasuje, w przeciwieństwie do krawata, duży, zgrabny węzeł pod szyją.

Może panowie, nasamprzód, zechcieliby się przedstawić, bardzo proszę; kurtyna, Jan Serce i Józef Merrick, zapraszamy do środka. Są takie dni, najdroższa, że trzeba, no, nie sposób inaczej, że trzeba myśleć tragediami.

A teraz kwiecień, znów pachnie deszczem, jakieś słońce się rysuje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading J., tragedie at Kasprowicz.

meta

%d blogerów lubi to: