Dwadzieścia-cztery-ha

8 kwietnia 2015 § Dodaj komentarz

U progu czegoś nowego: sączące się klepsydry, dryfujące zegary; mimo wszystko coś nowego, acz ze świadomością, że nieistotne to wszystko z perspektywy niknącego dnia, że bezzasadne, gdy wyzbyte minionego, że przytłumione, kiedy popołudniowe słońce pełnego lipca obejmie zakurzone okna; no, nie czarujmy się, warstwa symboli wciąż ma spore znaczenie, nie oszukuję się przecież – wiem, będę się wspinał i starał się poznawać, jeśli starczy oddechu, jeśli.

***

Moje życie ufundowane jest na wspomnieniach, one je konstytuują, powiedziałem, na dobrą sprawę rzucając te słowa bez żadnego wstępu. Nie będę się temu przeciwstawiać, odparła, już nie potrafię; wspomnij mnie tylko czasem, dobrze?

Tak czy inaczej krótko po czternastej wszystko zaczęło się uspokajać.

***

Tak, bez skruchy wyznaję, jestem łapczywy; brałbym w ręce i na język, ze smakiem dotykiem, namacalnie, doznania w zasięgu wzroku, w zasięgu dłoni, proszę już zaprzestać żartów z tą synestezją, no cóż – być może nazbyt ufam zmysłom (albo nie ufam w ogóle, nie można wykluczyć i tego); bądź już, bądź w końcu, śnij się nie więcej niż równolegle.

***

Jakież zmęczenie: brak snu najpierw, a potem i sen; gdy nadejdzie, to wypełniony trwogą. Trzeciej drogi nie ma, a którąś wybrać trzeba; nieprzerwanie mi gości na twarzy konfuzja. W lustrze po staremu, zmiany zarysowane i dyskretne, nie do twarzy mi.

***

Czerwone słońce o szesnastej dwadzieścia sześć niknie gdzieś za widnokręgiem; na śniegu iskrzy się czerwone serce, jeszcze nie wszystko trzeba skreślać. Idziesz, ja z tobą, księżniczko, tuż obok stąpam; śnieg trzeszczy pod stopami. Tak jest dobrze, to wiem na pewno. O, widzisz, księżniczko, coś jednak wiem. Idziemy, tak jest dobrze; idziemy, tak wystarczy. Z wiekiem nie staję się rozumny, mówię; daj rękę, odzywa się księżniczka, grzęznę w tym śniegu; słyszysz, jak skrzypi?

Tak jest dobrze, nie płacz.

***

Nie, odpowiedziałem, gdy dość jeszcze młoda, niczego sobie ekspedientka, o płomiennorudych włosach i intensywnie niebieskich oczach zapytała mnie o końcówkę w postaci dwudziestu groszy, gdym wreszcie dopchał się do kasy monopolu – dwadzieścia-cztery-ha – usytuowanego na peryferiach osiedla. Przerwałem doskonałe, niemalże trzydniowe milczenie; mówili do mnie, co prawda, z głośników i telewizorów, proponowali złote przeboje i wycieczki do zdobycia w konkursach za głupi esemes, zachęcali do głębokiej interakcji, alem ich nie słuchał i nie chciał z nimi rozmawiać: zostawcie mnie. Oto samotność pełna, stanowczo nazbyt rozdmuchana, przereklamowana, acz mimo tego niegodna lekceważenia; strzeżcie się takiej dezynwoltury wobec samotności.

Ukojenie ma różne szyldy, na przykład ten: dwadzieścia-cztery-ha.

/styczeń 2014/

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Dwadzieścia-cztery-ha at Kasprowicz.

meta

%d blogerów lubi to: