Porucznik Lawenda traci życie

13 marca 2015 § 2 komentarze

znowu
mam życie, ona mi je robi

Świetlicki

Nie mam życia, utyskiwał, i, co gorsza, myślał porucznik Lawenda, nie mam życia, ona mi je wyssała, je ze mnie, życie mi zabrała; i marszczył swoje brwi, nadzwyczaj jasne, jakby wypalone – patrząc z pewnej odległości bądź wówczas, gdy Lawenda stał skąpany w jaskrawym słońcu można by rzec, że nie ma brwi, rzęs, włosów, jedynie czaszka, blada, przezroczysta i wodniste oczy ze śladami błękitu; marszczył brwi i drapał się po głowie, błądził palcami pośród przyciętych tuż przy skórze, a mimo to pełnych światła włosów. Nikt, co prawda, nie wiedział, do czego pije Lawenda, ale że pił w tamtym czasie sporo, to było znać, widać – otóż pił, pił i powtarzał, nie mam życia i pomimo tego, że jestem bez życia, nadal ją kocham, w zasadzie, co to znaczy, to nadal, kocham i reszta jest bez znaczenia, zawodził Lawenda, z życiem czy bez życia ta miłość mnie wypełnia i utrzymuje w pionie, bo miłość jest, chociaż nie ma życia; jeszcze jedno piwo, powiedział Lawenda, bo miłość jest, zabierz pan stąd to motto, psiakrew.

Pamiętaj o śniadaniu

11 marca 2015 § Dodaj komentarz

Śniła mi się pani od literek, potem przyszła też pani od cyferek; stały nade mną, obok, obie. Już, mówiły, już dobrze, tak się czasami zdarza, tak bywa, bywa i mija, śpij, chociaż, skoro już tu jesteśmy, to może chodź z nami, o, tak, to będzie nawet lepiej – chodź. Noc była ciemna, bezgwiezdna i bezksiężycowa, czarna, bez nadziei, ale i bez pragnień. Wiatr domknął okno, wyszliśmy.

Jest inaczej, no – przynajmniej u mnie, tak, u mnie na pewno jest teraz inaczej, gdzie indziej. Dotychczas to ja robiłem tobie śniadania, kto robi je teraz, doprawdy, nie wiem; mam jednak nadzieję, że jesz śniadania, no, jakżeby inaczej, tak bez śniadania cały dzień, bez śniadania tak wychodzić, no?

Mało mi tutaj mówią i widać w sumie niewiele. Tak, to prawda, dotąd niespecjalnie się nad tym zastanawiałem, nie mogę więc powiedzieć, że kiedyś wyglądało to lepiej, że teraz nie wygląda dobrze, po prostu inaczej jest.

Odczuwam, tak, nadal odczuwam: głównie stratę i brak, one się uzupełniają.

Podobno tamta promenada, no, wiesz przecież, która, podobno ładnie odmienili tamtą promenadę, podobno bywają wczesne wiosny, że o tej porze konwalie i tulipany, że się przebijają, słońca domagają, klucze gęsi widoczne na coraz jaśniejszym niebie, ktoś wraca, rozmaite wiadomości docierają, lecz mi, nam, mówią niewiele, być może nic już nie mówią, pamiętaj, bardzo cię proszę, o tych śniadaniach, dokumenty znajdziesz w środkowej szufladzie, pamiętaj o śniadaniach i następnym razem, gdybym te słowa wypowiadał na głos, to wyczułabyś drżenie, na pewno, następnym razem może spróbujemy z zielonym, a ty spróbuj ponownie z dymnym makijażem, lepiej z grzywką, tak, powoli zmierzam do wyjścia, do końca, kiwa na mnie smukłym palcem pani od cyferek, pani od literek tak ładnie się uśmiecha, idę, uściski.

mark_s_55

/zdjęcie – Mark Steinmetz/

Rymowanki

5 marca 2015 § Dodaj komentarz

Wpis wpisowi nierówny, co tam wpis zresztą: wers, panie, wers, często zmieniający nastroje, niemniej – marzec. Piosenka musi posiadać sens, piosenka ta akurat nie ma przesłania, dziś mi się Dorota rymuje, najładniej.

Where Am I?

You are currently viewing the archives for Marzec, 2015 at Kasprowicz.