Nadmiar kierunków

13 stycznia 2015 § Dodaj komentarz

Styczeń nieuległy, wzgardziwszy suplikami, rozpostarł się; nadmiar, wszystkiego nadmiar, na dobre i na złe, choć na złe głównie przecież, bo o dobrym raczej pomilczeć się chce, zwłaszcza jeżeli ciebie tyczy i podówczas do wewnątrz, do wewnątrz kierunek, słów wiele nie trzeba, zdążysz zapomnieć, moja miła, cóż to suplika.

No, tak czy owak, jeszcze nie idę, stąd tudzież tu i ówdzie, no bo i gdzie, skoro kierunek głównie do wewnątrz; tylko popatrz, moja droga, palce wciąż po klawiszach przemykają nieskładnie, a ostateczne kierunki dwa ledwie, co i tak – powiedziałabyś, sądzę – aż nadto. Może i stycznia nadto, kto wie; chociaż, bluźnić nie trzeba, niechaj trwa przecież, niechaj trwa i koloru przybierze.

Bez herbaty o biustonoszu i królowej

12 stycznia 2015 § Dodaj komentarz

Biustonosz jest półkalką, czytam na stronie naukowej; właściwie nie czytać się nie da, bo to tak zwana zajawka ciekawostki, którą można rozwinąć, się zachęca do rozwinięcia, wręcz, tak, to jest cel zajawki, znaczy się – rozwinięcie.

Najbliższa ciału koszula, stąd bliższy mnie biustonosz aniżeli półkalka; widzę wręcz kiedy niekiedy, a bardziej przecież kiedy, widzę zatem w nim (a zwłaszcza – tamże) dzieło sztuki i przyczynek do westchnień, rzekłbym – ostatnią prostą na drodze do nieba bram, ach, w istocie widzę niebo samo w sobie, natomiast w półkalce nie widzę nic, przepraszam, zapewne bowiem widzieć powinienem, cokolwiek.

Na przemian z pragnieniem obcowania z ostatecznym targa styczniem i świeżymi czterema cyframi przed oddechem ostatecznego strach, chyba ten strach nawet targa w stopniu wyższym, mocniejszym, targa odczuwalnie, co znów nie dziwi, zważywszy, gdzie człowieka doniosło, gdzie człowiek dopełzł, bo przecież nie dumnie wkroczył.

Miasta się wyludniają, spływa ludzki potok na zewnątrz, niczym deszcze opadłe asfaltem ulic, uliczek; migracje, a w perspektywie, której nie ogarniam, wyludnią się jeszcze mocniej. Już, już nieledwie P. jest wyspą, że w ton przygnębienia wpadnę, patrzę na ładną twarz M., podczas gdy K. dowodzi, że wizyta u W. to, nazbyt się nie rozwodząc, pocałunek śmierci. P. jest wyspą, ci, którzy z deszczem wyparowali składają pokłon starej królowej (wciąż przed oczami twarz M., rzecz jasna, bez nawiązań do owych pokłonów, a z królową związek jeno tytularny), a ja, teraz i w niepozwalającej się zmierzyć perspektywie, a ja niewiele wciąż piję herbaty.

Numer trzy

7 stycznia 2015 § Dodaj komentarz

Teoretycznie i w sumie to tutaj rok numer trzy, rok trzeci, tak jakby. Inauguracja – jaka jest, widać, no, coś chyba widać.

Za zdjęcie odpowiada Roger Ballen.

rb2008

Where Am I?

You are currently viewing the archives for Styczeń, 2015 at Kasprowicz.