Potok, materia, leksykon

26 września 2014 § Dodaj komentarz

Chwila musiała być podniosła, skoro ją pamiętam, przywołuję, nabożnym wręcz stosunkiem otaczam.

Dobrze już wybiła połowa września, ale to wcześniej, innego roku i przekroczywszy tę połowę września roku wcześniejszego tak sobie siedzę w górach, niezbyt może wysokich, ale górach przecież. I pierwsze myśli, jakie z tamtego siedzenia na mnie nachodzą, się pojawiają, przypominają – a trzeba wiedzieć, że siedzę nad strumieniem (nad… za moment, psze Państwa, za moment), bo w tych górach i w górach w ogóle, natrafić czasem można na strumień, potok także, bo tu jakaś różnica zachodzi, więc, precyzuję, to jest oczywiście jasne, że to potok, nie strumień – zatem wraca do mnie refleksja, tamta, z innego, wcześniejszego roku, z drugiej połowy września, która mnie naonczas nawiedziła, ta mianowicie, czy siedzę nad potokiem czy przy potoku, jąłem się zastanawiać, acz bez konkluzji wyraźnej, rozstrzygnięcia, już to w jedną, to w drugą stronę; tak to więc kwestia siedzenia w okolicy potoku, względnie strumienia, bo i na strumień problem ów można rozciągnąć, ta kwestia zatem nierozstrzygniętą pozostaje, nadal aktualną i teraz, nie wiedzieć, na jaką okoliczność, teraz na mnie znów spływa niczym, daleko nie szukając, spokojny (bo rwące też są) górski strumień.

A więc w górach, a góry przecież to nie tylko kupa kamieni, choć zdrowe, silne oko, dosadnie na materię nastawione tak to zinterpretuje, zdrowe oko o silnym spojrzeniu słusznie widzi kamienie, materię, tak. Ja jednak, wzrok kaleki, ułomny posiadając, w takich okolicznościach, uprzednio się wzruszywszy, rozczuliwszy, roztkliwiwszy, że pozwolę sobie czerpać z polskiego leksykonu obficie, zatem na te czułe piętra się wspinając, we wrażliwe tony wpadając, otóż, dostrzegam w takich sytuacjach, tak spreparowanych sytuacjach, dostrzegam w tej materii, w tych partiach kamieni, widzę tam coś więcej, jakieś elementy magii wyławiam, do mnie docierają, przepraszam za patos, jakieś doznania delikatnie, w wersji odtłuszczonej, delikatnie o mistykę zahaczające mnie obejmują, estetycznie coś mną wstrząsa, się rusza, porusza we mnie, mnie porusza.

I się zapytuję, niemo, bez koncepcji, że skądś dotrze odpowiedź, się pytam: czy piękno istnieć może i się objawiać w skondensowanej postaci?; o, ignorancie, besztam się z ukontentowaniem, dyletancie nad dyletanty, piękno istnieć może w każdej postaci, rozrzedzonej i skondensowanej, samo w sobie i tak dalej, skoro kamienie istnieją i inne jeszcze rzeczy, pojęcia, materie, bo istnieją, tak.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Potok, materia, leksykon at Kasprowicz.

meta

%d blogerów lubi to: