Sierota

10 lipca 2014 § Dodaj komentarz

To nawet nie jest najgorzej, gdy mecz rozpoczyna się o północy, wręcz doceniam tę okoliczność: nie razi światło dnia, z całym tym hukiem, jękiem, zawodzeniem, z tym nagromadzeniem innego, które odciąga i rozprasza, z tymi klaksonami, placami zabaw, z ujadaniem psa, sygnałem karetki, ze śmiechem i szlochem, które dobiegają zewsząd, grabią koncentrację; spróbujcie, jedna z drugim, rozkoszować się wierszem Tranströmera pośród wyjących naokół betoniarek.

Nie bez przyczyny ów wiersz przywołuję, jak nic bowiem pasuje mi to porównanie – Mundial, psze Państwa, Mundial, i owszem, to jakby poezja, kwintesencja piłkarstwa jako takiego, wcielenie najwyższego wzruszenia i skrajnej emocji, uosobienie tej niebywałej wyższości nad innymi dyscyplinami, tej miażdżącej subtelności, która narasta wokół dziewięćdziesięciu minut, Mistrzostwa Świata to kumulacja wszystkich legend narosłych w historii (dlatego, między innymi, stanowczo, ze wszech miar, odrzucić należy wszystkie te postępowe próby zamachu na integralność Dyscypliny w postaci kamer, powtórek, gol-linia-technologia, co samo w sobie już brzmi szkaradnie, konsultacji sędziowskich w trakcie meczów, a zwłaszcza, o zgrozo, lobbowane co czas jakiś postulaty podniesienia stopnia atrakcyjności widowiska, poprzez, przede wszystkim, likwidację świętej zasady spalonego; tak jest, wytępić to trza, ogniem i mieczem unicestwić zapędy tałatajstwa, rzekomo postępowe zapędy, a zatem – łapy precz od wszystkich kontrowersji, które przecież, tak, pompują soczysty balon mitu, które przecież, tak, karmić nas będą przez dekady).

I jeszcze złość mą budzi, choć, z drugiej strony, raduję się przeca, że gra wznieca we mnie emocje tego rzędu, złości mnie zatem, kiedy słyszę, jakie to wspaniałe, że bramek tyle się sypie, jakoby atrakcyjność spotkania szło li tylko poprzez ilość goli mierzyć; a przecież gol to świętość nieledwie, dopełnienie i istota Dyscypliny i nie powinien spowszednieć, chleba czy soli tutaj przywoływać nie należy i, na Boga, nie co minutę powinien padać, bo jeśli tak, to w stronę ping-ponga czy siatkówki się trzeba zwrócić, gdzie każda akcja to punkt, a najlepiej, upraszam, w kierunku basketu, gdzie punktów koło setki wręcz doliczyć się można i piłka pięknie co rusz przez siatkę przepływa.

Niewiele tych meczów do końca, lecz Albicelestes w finale, co niesie nadzieję triumfu i przywołuje wspomnienia z 1986 i 1990, z jaśniejszym, rzecz prosta, obrazem z Estadio Azteca.

Niewiele tych meczów pozostało, nie bez smutku wypada skonstatować w ten piękny czas lipca i jakoś tak rzewnie się robi, gdy wspomnieć przychodzi ten miesiąc, jedyny taki, jedyny taki, bo raz na cztery lata.

I cóż począć przyjdzie po trzynastym, gdy człek się ocknie, gdy dotrze doń, że to już koniec, gdy przyjdzie się odnaleźć na powrót w tej nowej-starej rzeczywistości, niczym dziecko we mgle, niczym cyklista bez kasku na autostradzie, cóż przyjdzie począć? Oto, nie kusi ta perspektywa, oto los sierot po Mundialu.

Sergio Goycochea

/Sergio Goycochea, niezapomniany rezerwowy, który wyrósł na bohatera reprezentacji Argentyny podczas włoskiego Mundialu/

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Sierota at Kasprowicz.

meta

%d blogerów lubi to: