Rytualne wezwanie; już czas

2 czerwca 2014 § Dodaj komentarz

Ja, grzesznik

Ja wiem, tę knajpę prowadzi kanalia. Cóż jednak począć, jako koneser szukam ino najwykwintniejszych potraw, najszlachetniejszego wina, pochodzącego z najlepszych winnic. Co zrobić, tak już mam: podniebienie nie sługa. I druga sprawa – to jest jak z kobietą, gdy chcesz jej przychylić nieba, a dostajesz w pysk. Bardzo soczyście dostajesz. Co oczywiście nie sprawia, w żadnym razie, że pragniesz jej mniej.

Tak sobie myślę, w rzadkich chwilach refleksji, że niegdysiejsze cierpienia tych wszystkich młodych Werterów, te Izoldy i Tristany, rozmaici Wokulscy i Izabele, to wszystko waga piórkowa, trampkarze młodsi, gdy przyrównamy ich problemy do sytuacji kibica ówczesnego. A mówiąc kibica, myślę o futbolu, dyscyplinie jako żywo wychodzącej ponad wątła formułę sportu, ponad prymitywną koncepcję rywalizacji, dyscyplinę (co ja owijam w bawełnę: filozofię, ideę!) sięgającą kontekstów głębszych i dalszych, niźli na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło.

Otóż futbolem światowym rządzi wyjątkowo nieprzyjemna szajka, na czele której stoi łobuz pierwszej wody, szelma w postaci najczystszej. Dziś obraca fortuną, rozdaje fundusze według własnego uznania, szantażuje suwerenne, zdawałoby się, rządy, funduje nam Mundial w Katarze, jutro na Antarktydzie, pojutrze pewnikiem na Księżycu. I wszystkich ma w dupie.

Naturalnie, wiemy to doskonale, wszakże nic z tego nie wynika. Gorycz wypływająca spod palców stukających w klawiaturę być może u tego czy owego wznieci szybsze bicie serca tudzież sprawi, że gniew uderzy falą gorąca w rozżarzoną już i tak od dłuższego czasu czaszkę. I co, proszę koleżeństwa? Ano – nic. Gdy przyjdzie pora na Euro, Copa czy – zwłaszcza! – Mundial, znów w nerwowym podnieceniu zaczniemy pod nie planować tygodnie, barbarzyńskiemu otoczeniu zaś, wrogo kryjącemu się pod postacią żon, matek, kochanek i potomstwa, nie zdającemu sobie sprawy z wyjątkowości i magii chwili, jak zawsze na próbę wyciągnięcia nas z raju odpowiemy rytualnym: potem!

Zaiste, skazani jesteśmy na miłość tragiczną, miłość pokorną i ustępliwą. Miłość, która wymaga od nas wiele. Kochamy, więc zamknąć musimy oczy i nozdrza na gówno, które oblepia naszą ukochaną, które wulgarnie ją maca. Oczy szeroko zamknięte, czy jakoś tak to się mówi.

Hamlet pytał w dramatycznym rozdarciu, trzymając czaszkę w dłoniach. Ja już nawet nie pytam. Chwytam futbolówkę i z nabożnym szacunkiem składam pocałunek. Jestem grzesznikiem, wiem o tym.

roger_higuita

[Legendarny, fenomenalny napastnik reprezentacji Kamerunu Roger Milla w pojedynku z nie mniej słynnym, szalonym bramkarzem kolumbijskim Rene Higuitą; Kamerun – Kolumbia 2:1, po dogrywce, Mundial’90, 23 czerwca 1990, Neapol; zdjęcie: Eric Renard]

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Rytualne wezwanie; już czas at Kasprowicz.

meta

%d blogerów lubi to: