Koniec świata w Himalajach

24 marca 2014 § Dodaj komentarz

Zima się skończyła, konstatuję banalnie, choć nie bez żalu. Dla odmiany, czy może lepiej należałoby powiedzieć – dla równowagi, rusza pochód bałwochwalców, barwny korowód z wiosenką na ustach i słoneczkiem w serduszku, no zima pokonana po prostu.

Wraz z zimą kończy się tegoroczny zryw, a zarazem czwarty, jeśli dobrze liczę, czwarty w ogóle, który rozpatruję na własny użytek w kategoriach ostatnich ech romantyzmu, chociaż nie utożsamiam tego z literaturą, żaden tam Kordian na Dachu Europy, raczej intuicyjne, obiegowe czucie romantyczności, czucie właśnie, interpretacja, niż jakaś tam narzucona wykładnia; otóż zakończyła się tegoroczna ekspedycja (zryw, tak, zryw) pod Nanga Parbat, czyli Nanga Dream, słusznie utożsamiana głównie z postacią Tomasza Mackiewicza. I czegoś będzie brakować, bo wkalkulowane w tę zimę (i w poprzednie też, chociaż w mniejszym stopniu) było śledzenie postępów wyprawy, choć realnie patrząc szanse na zdobycie Nangi były znikome, ale co tam zdobycie, toć przeca romantyczność w to włączyłem, toć przecież jest nadal obecna pod kopułą ta legendarna lina rolnicza z Allegro, toć przecie jest w pamięci wciąż owa jama śnieżna na siedem czterysta nad poziomem morza w totalnej samotności, to zatem chodzi najsampierw o zryw, o porwanie się z motyką na słońce, o wzgardę jako reakcję na hasło, że niemożliwe – i to jest najpiękniejsze. I jestem ostatnim, który mógłby o cokolwiek apelować, niemniej, sobie chociaż życzyłbym, by za rok próba została ponowiona, by góra się wreszcie poddała, uległa, by dała za wygraną, bo nikt tak na nią nie zasłużył, jak Tomasz M.; lecz jednocześnie karmię się nadzieją, że marzenie będzie kontynuowane uporczywie bez wsparcia struktur, bez legitymacji, poza PZA czy innym PHZ, bo przecież chodzi o marzenie, no i, tak, o romantyczność, a niech tam.

Z innej beczki, acz i do niej spokojnie można wlać pojęcie końca: redaktor-pisarz Piątek się dzieli wyznaniem, że ten śmieszny nieco koleżka od „Drwala” i „Lubiewa” (rzecz jasna, nie Piątek, bo Piątek jest od „Heroiny”), nie dość, że pod twarz, pod policzki czy gdzie tam się da indziej jeszcze wstrzykuje sobie co nieco tych preparatów (botoks i coś, co ma związek z kiełbasą), to jeszcze był rozpatrywany, Drwal znaczy się, Drwal znaczy się tak twierdzi, że był rozpatrywany, a Piątek przekazuje, jako kandydat do Nobla literackiego przez kręgi sztokholmskie był rozpatrywany ten Drwal właśnie. Koniec świata, nie inaczej.

To prosta konsekwencja w sumie: od kresu zimy do końca świata. Ale przeżyjemy to, nie takie końce się przeżywało.

Nanga

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Koniec świata w Himalajach at Kasprowicz.

meta

%d blogerów lubi to: