Ciepło, widać ją

26 lutego 2014 § Dodaj komentarz

Się zbliża, się zbliża, niepokojąco blisko już jest, niebezpiecznie się robi, można by rzec, że na wyciągnięcie ręki jest ona, że wszystkie znaki, rzecz jasna te na ziemi i na niebie także (te drugie nawet bardziej) na to, na nią wskazują, oto wkroczyła do przedsionka, w portyku się przepycha, rozpycha, nadyma, rozgaszcza się, o zgrozo, zgrozo – o!, nadchodzi ona.

I znów zapiszczą, z radością, w rewolucyjnym uniesieniu żwawo detronizować poprzedniczkę zaczną, w wulgarne słowa swój zapał ubierać będą (na szafot!), a towarzyszyć wszystkiemu uśmiechy będą i słońca, no przecież: słońca i raz jeszcze – słońca, i kolor zielony też, że tak to podsumujemy; i wylegną, wylegnie, wraz z nią powylegają, pełni tęsknoty, wyposzczeni i jakoś tak nagle jurni, okulary pozakładają ciemne, a uścisk pod szyją poluzują, guziki zwolnią najwyższe i blade lica wystawią: jak dobrze, jak miło, jak cieplutko, się przekrzykiwać będą, zaczną, poczną się mizdrzyć, uzewnętrzniać monotematycznie, bo słońce, bo pączki, pączusie, bo ciepło, ciepluteńko i zieloniutko, zielono nam i miło.

Otóż, bez wątpliwości czuć jej oddech zatęchły, czuć i słychać ją, wyczekiwaną, rozchwytywaną, idzie ona, kroczy, pewna swego, hołubiona, idzie, nadchodzi, proszę ja was, nadchodzi wiosna.

Chodź, wiem, że kres twój nadszedł, żeś wyrugowana, chodź tutaj mała, biała, jakżeś bliska mi, jakże mi żal ciebie; ja z tobą wolę.

Matterhorn, Matterhorn plus Jan Sebastian

19 lutego 2014 § Dodaj komentarz

Czasami bywa tak, zresztą, dobrze bywa, że ciąg skojarzeń wiedzie zupełnie dziwną drogą, zupełnie nie tam, gdzie najbardziej można byłoby się tego spodziewać; albo i inaczej – całkiem nie tak, jak można by tego oczekiwać. Myślę, że tak jest dobrze, powtórzę; gdyby wszystko szło zawsze solidnie ubitym traktem, z nudów pozdychalibyśmy już drzewiej.

No, taka refleksja nie najwyższych lotów, zapewne; wszak lepsza taka, sądzę, niż żadna. Z drugiej strony, co to ma, wybaczta, do rzeczy, co łączy wysoki połysk z chmurami wysokimi, he?

Już dobrze, dobrze: wychodzę z siebie, się rozchodzę; odrobina czułości nie zaszkodzi – a pochyl się, pogłaszczę cię, się, po łbie się pogłaszczę.

Matterhorn to taka klasyczna – by nie rzec: legendarna – góra w Alpach, czterotysięcznik z hakiem znacznym, stercząca na granicy pomiędzy Włochami i Szwajcarią, albo odwrotnie.

W ignorancji swej niezmiernej, podczas projekcji filmu „Matterhorn”, przypomniałem sobie, że istniał i, a jakże, istnieje przecież nadal ktoś taki, jak Jan Sebastian Bach; dalibóg, dlaczegóż słyszę niemal zewsząd głównie o Patrycji Markowskiej, nie o Janie Sebastianie, dalibóg – nie wiem. Snadź niezbadane są wyroki boskie, jak mawiają i słusznie, się okazuje, mawiają.

Where Am I?

You are currently viewing the archives for Luty, 2014 at Kasprowicz.