Mela i Wojtek

28 stycznia 2014 § Dodaj komentarz

Ja nie za bardzo umiem i niespecjalnie mi się chce na bieżąco komentować, odnosić się i recenzować, ale czasem lenistwo trzeba przezwyciężyć i popróbować; no mus, to mus, zwłaszcza, że anioły mnie, niegodnego, nagabują.

Byłoby to i nawet niejakie nawiązanie do angelologii, gdybym o tejże miał pojęcie, niechby i zielone, tymczasem, pardon, mam blade jeno; tak czy owak na dziś czuję, że trza, że można się, proszę ja Was, nad tymi aniołami pochylić.

Jeden anioł – nie muszę tu mrugać, co? – ma pięćdziesiąt wiosen na karku, acz uparcie twierdzi, że ma na imię Wojtek, choć, jak wiadomo, imienia takiego nie ma i właśnie zepsuł film; to zdrabnianie wręcz maniakalne mierzi mnie okrutnie, bardziej chyba niż szybko pryskające złudzenia w czasie projekcji, które to neutralizowały się w rytm mimowolnego ziewania. Dwie, trzy sceny udane (plus, a raczej nade wszystko, fenomenalna Kinga Preis, od której nie sposób oderwać wzroku), reszta silnie rozczarowuje, a zwłaszcza te nieudolne wtręty scenarzysty i reżysera Wojtka, kiedy to się starał być lepszy i bardziej oryginalny od pana Jerzego i – dawaj! – ładuje nie wiedzieć po co jakieś wątki spoza powieści. Teza robocza jest taka, że po dobrym Weselu, kapitalnym Domu złym i świetnej Róży, reżyser Wojtek jął się na drobne rozmieniać, jął zerkać na mnie z lodówki i tefauena, wywiadów mądrych udzielać i – żeby to ująć łagodnie – się wyczerpał; a nie mówił poeta już ze dwie dekady temu, że wiarygodny jest tylko artysta głodny, he?

No, ale żeby nie było, że ja tu ino narzekam, to będzie też o aniele drugim, bardziej gładkim i urodziwym od reżysera Wojtka, o aniele, którego chciałbym spotkać w ciemnym zaułku i pod którego skrzydłami chciałbym się schronić; no dobrze, popłynąłem: nie wiem, jakimi słowami, jakim głosem odzywają się anioły, lecz gdyby mi dane było kiedyś takiego spotkać, to życzyłbym sobie, by przemówił głosem pani Meli.

A pani Mela śpiewa bardzo ładnie, z taką dziwną manierą, gdzieś w akcentowaniu to uchwyciłem chyba, której nie potrafię, z racji ignorancji, fachowo określić. I ładnie też pisze, skromnym moim zdaniem, pani Mela, literacko to naprawdę się prezentuje niezgorzej, tak, tak, na pewno. I się nawet dziwię, że to wszystko tu, w głównym nurcie, płynie, ta łódka z panią Melą, czyli się błyszczy wśród fal tych, czy raczej pośród tej wody mętnej. No, a jeśli ktoś mówi do mnie, że smaruje usta miodem, a włosy upina w kok, cóż, na taką frazę nogi miękną i mimo mrozu stycznia serce rozpływa się z nadmiaru gorąca; a jeśli pani Mela mówi do mnie, że nie wolno mi się bać, to jakby się mniej boję.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Mela i Wojtek at Kasprowicz.

meta

%d blogerów lubi to: