Libertango i bujnowłosy Zbigniew

26 listopada 2013 § Dodaj komentarz

Jest mi niezmiernie przykro, jeśli co poniektórym tango kojarzy się z bujnowłosym Zbigniewem czy tą panią o brzmiącym jakby po serbsku nazwisku. Kondolencji wszak składać nie zamierzam, albowiem mówił już Hesse ustami Sinclaira, że muzyka tak mało jest moralna. Mi zaś tango kojarzy się z mistrzem bandoneonu – wielkim Astorem Piazzollą. Oto jeden z najgenialniejszych utworów wieku ubiegłego; przejmujący, fenomenalny – kolejne określenia można z łatwością sobie dośpiewać:

Natomiast, jeżeli ktoś lepiej czuje się wewnątrz mainstreamu, polecam ten całkiem zgrabny kawałek w wykonaniu pani, która pierwotnie nazywała się Mendoza:

Utwór stanowi znośną wariację na temat oryginału. Jako ciekawostkę można potraktować fakt, że piosenkę wykorzystał w filmie „Frantic” niejaki Polański, znany jako bohater jednej grubszej sprawy oraz autor kilkunastu gniotów i paru niezłych obrazów.

Reklamy

Formy pod specjalnym nadzorem

21 listopada 2013 § Dodaj komentarz

Niedowartościowany miesiąc upomina się, dopomina, o uwagę prosi, a raczej jej żąda; nie potrafię odmówić, boski listopadzie, no sam nie wiem, co takiego masz w sobie, żem uległy tobie.

A może i to nie, bo i ludzki to odruch, gdy kogoś depczą powszechnie, że nie do zniesienia, że okrutny, że zawieszony, że świat kończy, a i ta lista znamion zbrodni nie wyczerpuje, zatem reakcja to humanitarna na wskroś, że stajesz po stronie deptanego. Zbrodnią zaś najgłówniejszą jest sytuacja inna, ta mianowicie, kiedy przyzwalasz, by formy zdeptała treść.

Wypełniam wobec tego lukę; miesiąc i formy pod specjalnym nadzorem, crescit sub pondere virtus.

Musztarda i jamnik

19 listopada 2013 § 2 Komentarze

O, to miesiąc już jedenasty, a tu go inaugurować dopiero przychodzi. Nadto w niejakiej relacji do notki poprzedniej, październikowej przecież jeszcze.

A było tam, podglądam, o czasach minionych co nieco, zazwyczaj mitycznym uniesieniem otaczanych. I nachodzi mnie, w związku z tym, albo i bez związku zupełnie, sam nie wiem, wizja taka – tak, wspomnienie – że był kiedyś czas taki, że nie było smartfonów, tabletów, portali społecznościowych, konsoli, czy jak też tam to się nazywa, aplikacji rozmaitych, wirtualnego seksu, zakupów on-line, że poprzestanę w tym momencie tę listę gadżetów nowoczesności kompletować.

I co?

I nic, zapewne. Żeśmy rozmawiali czasem, niekiedy nawet umówić się udało bez sms-a, piło się wino, ksiądz chodził po kolędzie, śnieg zimą padał, musztarda sarepska smak wyraźnie odmienny miała od stołowej; latem nad jeziorem namiot nasz stał równie koślawo, a usta dziewczyn wybitnie nas nęciły.

I co?

I nic prawdopodobnie. Nie chodzi tu nawet o apoteozę minionego (no, nie tylko o to), lecz głównie staje przed oczami pytanie, czy bym się odnalazł teraz w tamtejszym otoczeniu, atmosferze; czy jamnika dwukasetowego bym z czcią nabożną uruchamiał?

Wierzę, że tak; pozostaje wierzyć.

Where Am I?

You are currently viewing the archives for Listopad, 2013 at Kasprowicz.